Aurelia Blancard - wywiad, zaczytanyksiazkoholik.pl

Aurelia Blancard autorka książki pt. „Dziewczyna w drugim rzędzie” zdradza, które wątki w powieści są prawdziwe, a które fikcją literacką


Z rozmowy dowiecie się, za co Aurelia Blancard ceni Edwarda Stachurę swojego ulubionego twórcę literackiego, o czym będzie książka numer trzy, w jakim gatunku literackim nigdy by nie napisała powieści, czy to, jaką dewizą w życiu kieruje się autorka.

[Zaczytany Książkoholik] Kiedy i w jakich okolicznościach narodziła się Pani pasja do pisania książek?

[Aurelia Blancard] Pasja do pisania narodziła się z pasji do notowania. Od lat regularnie zapisuję wszystko, co wykracza poza codzienność. Notuję niezwykłe wydarzenia, przeżyte i zasłyszane. Jak na przykład spotkanie z ulicznym grajkiem, który zarabia na życie przygrywaniem na akordeonie na prowincjonalnych targowiskach i przez cały rok chodzi boso. Albo wiadomość o śmierci robotnika, któremu w przeddzień odejścia na emeryturę, ostatniego dnia pracy na budowie, łyżka koparki urwała głowę. Wszystkie te wydarzenia skrzętnie notuję, a z niektórych czasem rodzi się powieść.

[ZK] Jak wygląda Pani organizacja pracy nad powieścią? Jak radzi sobie Pani z pojawiającymi się trudnymi chwilami – o ile w ogóle takowe są w trakcie pracy twórczej?

[AB] Praca nad powieścią zaczyna się od pomysłu, który przynosi życie. Czasami jedno z odnotowanych zdarzeń jest tak dziwne lub tak straszne, że nie mogę przestać o nim myśleć. Tak było w przypadku „Uścisków”. Punktem zapalnym stała się samobójcza śmierć dziewczyny, która przyjechała do Francji szukać szczęścia, nie znalazła i w wieku trzydziestu lat rzuciła się z mostu na dno wyschniętej rzeki. Tak było też z „Dziewczyną w drugim rzędzie”, zainspirowaną głośnym morderstwem sprzed kilku lat. Zapiski zaczęły się rozrastać, rozbudowywać o nowe, fikcyjne wątki i postacie, puchnąć, pęcznieć, aż w końcu przybrały rozmiary powieści. Trudności nastręczało trzymanie ich w ryzach. Powieść gatunkowa rządzi się swoimi prawami; pierwotne luźne zapiski należało uszeregować i połączyć tak, żeby fabuła miała ręce i nogi.

[ZK] Jakiej kluczowej rady – na bazie własnych doświadczeń – udzieliłaby Pani osobom chcącym rozpocząć pisanie książek?

[AB] Kluczowa rada brzmi: usiądź i pisz.
Rady dodatkowe: usiądź w miejscu, w którym będziesz mieć święty spokój (niekoniecznie ciszę – ja na przykład bardzo lubię pisać wśród niezobowiązującego gwaru kawiarni czy lotnisk), najlepiej pozbawionym dostępu do internetu, i w momencie, gdy wiesz, że masz przed sobą ściśle określony czas, choćby to było pół godziny – nie ma nic gorszego niż konieczność nieoczekiwanego przerwania sobie w najgorętszym momencie, akurat w chwili, gdy spływa na ciebie wena. Niezapisane pomysły i słowa ulecą i przepadną bezpowrotnie. W przypadku trudności, blokady czy spadku pisarskiej formy mam jedną, za to skuteczną radę: wstań (od komputera) i idź. Bo, jak pisał Nietzsche:

wszystkie wielkie myśli rodzą się podczas marszu.

[ZK] Która z napisanych przez Panią książek („Uściski”, „Dziewczyna w drugim rzędzie”) sprawiła więcej trudności na etapie tworzenia i dlaczego?

[Aurelia Blancard] Zarówno „Uściski”, jak i „Dziewczynę w drugim rzędzie” pisało mi się znakomicie. Z przyjemnością wracałam do swoich bohaterów i zanurzałam się w znajomej historii. Pozwalałam się ogarnąć temu zapałowi, który sprawia, że człowiek zapomina o bożym świecie. To było bardzo przyjemne. Za to nad trzecią książką okropnie się męczę.

[ZK] „Dziewczyna w drugim rzędzie” to powieść inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Które wątki są prawdziwe, a które fikcją literacką?

[AB] Wątek Samanthy i jej śmierci jest zainspirowany pewną głośną sprawą kryminalną, która wstrząsnęła Francją cztery lata temu. W październiku 2017 roku zaginęła dwudziestodziewięcioletnia kobieta, młoda mężatka, ukochana córka niemłodych rodziców. Po kilku dniach znaleziono w lesie jej zmasakrowane zwłoki, częściowo nadpalone i ukryte pod stosem gałęzi. Cały kraj obiegły zdjęcia z pogrzebu; zrozpaczony młody wdowiec, podtrzymywany przez rodziców dziewczyny, ledwo trzymał się na nogach. Na marszu ku pamięci zamordowanej kobiety rzewnie wspominał żonę, łykając łzy, wspierany przez cierpiących z godnością teściów. Jednak stopniowo zaczęły wychodzić na jaw skrzętnie ukrywane wstydliwe tajemnice pozornie szczęśliwego młodego małżeństwa. Dziennikarze wygrzebali i wyciągnęli na światło dzienne mnóstwo brzydkich sprawek, o których wszyscy zainteresowani woleli zapomnieć.
Powieść „Dziewczyna w drugim rzędzie” jest tylko częściowo zainspirowana tą prawdziwą historią. W książce sprawy potoczyły się nieco inaczej niż w rzeczywistości.

[ZK] Czy któraś z postaci z Pani książek jest Pani wyjątkowo bliska?

[Aurelia Blancard] Czytelnicy „Uścisków” i „Dziewczyny w drugim rzędzie” pewnie zauważyli, że darzę szczególnym sentymentem pracowników sektora budowlanego. Moją ulubioną, choć drugoplanową postacią jest Vincent, mąż Lidii, dzielny facet o niejasnej przeszłości.

[ZK] Mieszkała Pani na Śląsku, w Senegalu oraz w Saint-Tropez. Skąd pomysł na Francję i zachodnią Afrykę? W których z tych miejsc jest najbliższe Pani sercu.

[AB] Senegal to niezwykle inspirujący zakątek świata, idealne miejsce dla poszukiwaczy przygód. Jak pisała Karen Blixen, „różne inne rzeczy wydają się zupełnie prawdopodobne, gdy człowiek jest w Afryce, a wokół jest noc”. A Francja to moja druga ojczyzna i kocham ją całym sercem, bo – wbrew wizji z „Uścisków”, gdzie chciałam obalić popularne stereotypy – to jest naprawdę przepiękny kraj.

[ZK] Jak wygląda Pani typowy dzień?

[AB] Kiedy zaczynałam moją pierwszą książkę, wstawałam codziennie o piątej rano, żeby popisać w spokoju przez półtorej godziny, korzystając z faktu, że budzące się przez całą noc niemowlę zapadło przed świtem w głębszy sen. To uczucie, kiedy komputerowa poświata wwierca się przez spuchnięte oczy w niewyspany mózg, ani trochę nie sprzyja wenie twórczej. Teraz mój dzień wypełniony jest mnóstwem różnych obowiązków, spomiędzy których staram się, idąc za radą Pliniusza Starszego, wykroić chwilę na tę linijkę dziennie.

[ZK] Książki, w jakim gatunku literackim nigdy by Pani nie napisała? I dlaczego?

[AB] Lubię literaturę, która trzyma się prawdziwego życia, więc chyba nie podjęłabym się napisania książki wymagającej tworzenia nieistniejących światów i mnożenia bytów. Również tematyka wojenna, sceny batalistyczne i opisy walk to zupełnie nie moja bajka. I nigdy, przenigdy nie napisałabym książki, w której dzieje się krzywda małym dzieciom.

[ZK] Wcześniej czy później, każdy pisarz spotyka się z hejtem czy krytyką swojej twórczości. Czy ma Pani takie doświadczenia? Jeśli tak, to, jak sobie Pani z tym radzi?

[AB] Z hejtem nie miałam i nie chcę mieć do czynienia, zaś krytyczne uwagi przyjmuję z pokorą i cieszę się z każdego nowego czytelnika, nawet niezadowolonego.

[ZK] Ulubiony cytat?

To będzie z pewnością mniej rozsądne, ale może trochę zabawniejsze.

– André Gide

[ZK] Jaką dewizą w życiu się Pani kieruje? Jakie są Pani żelazne zasady?

[AB] Motto mojego życia pochodzi od Friedricha Augusta Kekulego, odkrywcy struktury cząsteczki benzenu: „Nauczmy się marzyć, panowie, a wtedy może znajdziemy prawdę”.

[ZK] Czy ma Pani swoich ulubionych twórców literackich? Kim są i za co ceni Pani ich twórczość?

[AB] Moim ulubionym twórcą literackim jest Edward Stachura, pisarz, poeta, tłumacz i autor piosenek, urodzony we Francji w rodzinie polskich emigrantów. Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy w życiu zetknęłam się z jego twórczością, pomyślałam sobie: „Ten człowiek pisze dokładnie to, o czym ja myślę, tylko że ja nie potrafię tego tak pięknie ubrać w słowa”. Cenię go za pisanie z głębi serca, za bliskie mi podejście do życia i świata i za oryginalny styl, w którym pobrzmiewają wyraźne echa języka francuskiego – języka jego dzieciństwa.

[ZK] Co będzie numerem trzy? Czy jest i jaki jest pomysł na kolejny tytuł?

[AB] To będą przygody funkcjonariuszki francuskiej żandarmerii, która bierze udział w śledztwie w sprawie zamachu na pochodzie karnawałowym. Akcja rozgrywa się w małym miasteczku, nad którym górują ruiny średniowiecznego zamku. Zamkowe ruiny odegrają w tej opowieści niemałą rolę.

[ZK] Czego by Pani sobie życzyła w nadchodzącej przyszłości?

[Aurelia Blancard] W tych niełatwych czasach życzę sobie i wszystkim czytelnikom nieskrępowanego uśmiechu i bliskości bez ograniczeń.

Fot. Aurelia Blancard
Grafika: Zaczytany Książkoholik




Dodaj komentarz


Czytaj także

Na tropie mikrobiomu

Lektura obowiązkowa – „Na tropie mikrobiomu. Ogromny wpływ tycich mikrobów”

Interesująca książka, opisująca mikroorganizmy zamieszkujące niemal każdy zakątek naszego ciała i ich wpływ na stan naszego zdrowia oraz samopoczucia – a dokładnie rzecz ujmując wpływ ich genów, stanowiących mikrobiom człowieka. Czytając tę krótką, aczkolwiek niezwykle wciągającą historię zabierani jesteśmy do zupełnie


Źdźbło, tomasz Jan Masarczyk, zaczytanyksiazkoholik.pl

Esej – „Źdźbło” autorstwa Tomasza Jana Masarczyka

„Zatrzymaj się. Kim jesteś? Czym jest Twoje życie? Zastanawiałeś się? Czas jest pojęciem względnym, więc nie żałuj go na refleksję. Na myśli, które sprawią, że dostrzeżesz Prawdę i zaczniesz BYĆ.”