Wywiad - Weronika Tomala - Zaczytanyksiazkoholik.pl

Kiedy możemy spodziewać się nowej powieści spod pióra Weroniki Tomali?


Które z osiągnięć twórczych dało Weronice Tomali największą satysfakcję, co autorkę inspiruje do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier czy to, jak radzi sobie z ewentualną krytyką – odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższej rozmowie z Weroniką Tomalą. Gorąco zachęcam do lektury.


[Zaczytany Książkoholik] Kiedy i w jakich okolicznościach narodziła się Pani pasja do pisania książek?

[Weronika Tomala] Wszystko tak naprawdę miało swój początek w gimnazjum, kiedy w trzeciej klasie udało mi się wygrać w powiatowym konkursie „Co mi w duszy gra…” na napisanie opowiadania. Historia, którą wtedy wymyśliłam, cały czas za mną chodziła. Chciałam ją rozwinąć, tchnąć w bohaterów prawdziwe życie. Już wtedy nieśmiało myślałam o napisaniu książki, ale nie wierzyłam, że wystarczy mi cierpliwości, sił i talentu. Mając jakieś dwadzieścia lat wciąż o tym marzyłam. Usłyszałam wtedy od rodziny: nie mówi o tym, tylko pisz. I zaczęłam pisać. Tak powstał mój debiut, a kiedy został wydany, wena zagościła u mnie na dobre.

[ZK] Będąc już doświadczoną pisarką, jakiej rady – na bazie własnych doświadczeń – udzieliłaby Pani osobom chcącym rozpocząć przygodę z pisaniem książek?

[WT] U mnie niewątpliwie bardzo ważną rolę odegrały przeczytane książki. To dzięki nim rozwijałam swój warsztat i wyobraźnię. Powiedziałabym zatem: chcesz pisać, wpierw dużo czytaj. Na pewno radziłabym się także nie poddawać i to nie tylko w fazie tworzenia książki, ale przede wszystkim, jeśli chodzi o szukanie wydawców. Niezwykle trudno przebić się debiutantom przez gąszcz wysyłanych propozycji. Ja na początek przesłałam propozycję tylko do znanych, tak zwanych „topowych wydawców” i nie dostałam ani jednej odpowiedzi zwrotnej. Byłam załamana i straciłam w siebie wiarę. Zastanawiałam się, czy w ogóle się do tego nadaję. Mimo to jakiś czas później wysłałam kolejne maile, do nieco mniejszych wydawnictw. Odpowiedziały dwa i tak podpisałam swoją pierwszą umowę. Potem było już znacznie łatwiej. Więc na pewno radziłabym uzbroić się w cierpliwość i wytrwałość. Po kolejnych szczeblach w górę, w stronę opracowanego sukcesu.

[ZK] Czy któraś z postaci z Pani książek jest Pani wyjątkowo bliska?

[WT] Każda z moich postaci, w szczególności kobiet, ma w sobie coś mojego. Coś, co mogę uważać za bardzo mi bliskie. Mimo to takim wyjątkowym i niezwykle bliskim mi bohaterem jest mężczyzna, Artur, górnik z powieści „Tam, gdzie diabeł mówi dobranoc”. To postać wzorowana na ludziach, którymi się otaczam. Podobnie jak i całe tło książki, Górny Śląsk, to także moje okolice i kawałek mojej rzeczywistości. Tak więc w odpowiedzi na to pytanie typowałabym właśnie Artura.

[ZK] Moja przygoda z Pani twórczością rozpoczęła się od powieści „Il profesorem. Włoska miłość”. W jakich okolicznościach pojawił się pomysł na tę powieść?

[WT] Wspominam o tym w zakończeniu powieści, bo to dość rozbudowana historia. A ma swój początek w lock downie. Wybuchła epidemia, musieliśmy siedzieć zamknięci w domach, zmienić plany na najbliższą przyszłość. Ja musiałam odwołać swoje włoskie wakacje, a kocham słoneczną Italię i co roku ładuję tam baterie. Kiedy więc pojawiła się wizja wakacji spędzonych domu, zaczęłam zaczytywać się w Internecie o włoskiej sztuce, Florencji (którą chciałam ponownie odwiedzić), o włoskich artystach i ciekawych smaczkach dotyczących przeszłości. Natknęłam się na wiele intrygujących informacji, którymi zapragnęłam się podzielić. I tak w mojej głowie narodziła się postać profesora. A w wakacje pojawiło się okienko, ilość zakażeń spadła więc wybrałam się do Włoch, w tym Florencji, żeby zweryfikować wszystko, co napisałam. Tak, by było zgodne z prawdą.

[ZK] Powieść „Il profesorem. Włoska miłość” to istna lekcja sztuki włoskiej. Jak wyglądał research nad powieścią?

[WT] Od researchu właściwie wszystko się zaczęło. To znaczy, to właśnie poszukiwanie informacji na temat włoskiej sztuki natchnęło mnie do napisania tej powieści. W tej tematyce jestem niestety amatorem, ale od jakiegoś czasu przyglądam się sztuce, staram się ją interpretować i zaglądać nieco głębiej w jej sens. Przetrzepywałam więc internetowe strony, a kiedy miałam już solidną bazę informacji, zrobiłam selekcję i wybrałam sobie te smaczki, które uważałam za nieco zaskakujące i warte podania dalej. A kiedy przyszedł mi do głowy pomysł na wątek miłosny powieści, uważałam, że fajnie byłoby te dwie rzeczy ze sobą połączyć. Więc zabrałam się do działania.

[ZK] Jakimi wartościami kieruje się Pani w życiu? Być może podsiada Pani cytat, który stanowi źródło wsparcia?

[WT] Nie mam takiego cytatu i nigdy nie zastanawiałam się jakie wartości są dla mnie najważniejsze. Staram się być sobą, a na pierwszym miejscu zawsze stawiam moją rodzinę. Czas z nią spędzony jest dla mnie najcenniejszy, więc całą resztę w możliwym stopniu podporządkowuję właśnie temu. Cenię szczerość, uczciwość, kompromisy. I próbuję się tego trzymać.

[ZK] Które z Pani osiągnięć twórczych dało Pani największą satysfakcję i dlaczego?

[WT] Trudno wyodrębnić jakieś konkretne osiągnięcie. Każda z moich książek sprawia, że czuję się usatysfakcjonowana. Bo kolejny raz dobrnęłam do końca, bo znowu się udało. Bo coś, co powstało w mojej wyobraźni, zostało zmaterializowane. Tak jest przy każdej kolejnej premierze.

[ZK] Czy emocje towarzyszące przy premierach poszczególnych książek różnią się od siebie?

[WT] Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że przy okazji debiutu te emocje były nieco inne. Niedowierzanie, euforia i tak dalej. Następne powieści traktowałam już z nieco większą rezerwą, choć oczywiście też nie były to małe emocje. Myślałam, że zatem już zdążyłam do tego przywyknąć, ale ostatnia premiera udowodniła mi, że tak nie jest. „Il professor” to dla mnie wyjątkowa premiera. Nie tworzyłam ją sama. Zawiera ogrom polecajek, piękne zdjęcie na skrzydełku – wykonane przez utalentowaną panią fotograf, są opinie moich wiernych Czytelniczek. Byłam bardzo ciekawa, jak to wszystko wyszło i stąd nie mogłam się doczekać, aż książka wpadnie w moje ręce i będę ją mogła w końcu zaprezentować Czytelnikom.

[ZK] Co inspiruje Panią do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier?

[WT] Inspiracja i pomysły przychodzą do mnie w zupełnie niespodziewanych momentach. Najczęściej w wyniku jakiegoś impulsu, wysłuchanej piosenki, odwiedzonego miejsca, czasami jakiegoś niepowodzenia. Przykładem jest „Cztery liście koniczyny”, która powstała tuż po mojej wizycie w salonie tatuażu. Wskutek pewnej dolegliwości musiałam na jakiś czas odpuścić sobie chęć posiadania tatuażu i ten mój żal przelałam na bohaterów książki. Głównego bohatera uczyniłam tatuatorem, a główną bohaterkę obarczyłam moim własnym problemem zdrowotnym. Przed pisaniem często słucham muzyki, mam wrażenie, że pobudza ona moją wyobraźnię do tworzenia. Ale kiedy już siadam przed laptopem i zaczynam wklepywać słowa w komputer, muszę mieć absolutną ciszę.

[ZK] Kiedy możemy się spodziewać kolejnej powieści?

Kolejna powieść jest już na etapie redakcji. Pojawi się prawdopodobnie w lutym 2022. A następna już się pisze. Jestem w połowie.

[ZK] Czy pisaniem książek to Pani sposób na życie?

[WT] Na razie traktuję to raczej jako pasję. Skupiam się na wychowaniu dzieci i to tym obowiązkom poświęcam najwięcej czasu. Dla dzieci zrezygnowałam z pracy, którą wykonywałam. Ale jak tylko trochę podrosną, mam zamiar zabrać się za pisanie ze zdwojoną siłą.

[ZK] Jak sobie Pani radzi z ewentualną krytyką?

[WT] Kiedyś bardzo się jej bałam. Miałam wrażenie, że negatywne opinie zniechęcą mnie do dalszego tworzenia. Teraz już wiem, że to element nieodłączny. Im książka popularniejsza, tym więcej opinii, także tych niekoniecznie pochlebnych. Jeśli napotykam takowe, staram się coś z nich wyciągnąć – pod warunkiem, że są to opinie uzasadnione. Typowy hejt po prostu puszczam koło ucha. Ale generalnie staram się robić to, co robię. Bo przecież nie da się napisać książki, która przypadnie do gustu wszystkim. Zawsze znajdą się i fani i przeciwnicy danego dzieła.

[ZK] Który moment w pisaniu powieści jest dla Pani najtrudniejszy?

[WT] Zauważyłam już u siebie to, że każdą swoją powieść rozpoczynam z wielkim rozmachem. Mam głowę pełną pomysłów i piszę na tyle, na ile pozwala mi czas. Drobne kryzysy pojawiają się za połową, kiedy u bohaterów przeważnie następuje spokój i pojawia się sielanka. To cisza przed burzą, ale takie błogie chwile opisuje mi się najgorzej. Mam wrażenie, że są po prostu nudne i boję się, że Czytelnik też tak to odbierze.

[ZK] Kto był pierwszym czytelnikiem pierwszej Pani powieści? Jaką opinię wówczas Pani usłyszała?

[WT] Teraz moim pierwszym Czytelnikiem każdej nowej powieści jest mój mąż. Natomiast pierwszą książkę, tzn. debiut, przesłałam do redakcji wydawnictwa bez uprzedniego pokazywania jej komukolwiek. Pani redaktor powiedziała mi wtedy, że to ciekawa historia, ale w pierwszej połowie zbyt mało się dzieje. Musiałam wtedy dopisać co nieco tak, by zapełnić fabułę czymś bardziej oryginalnym, aniżeli samymi imprezami bohaterów. Ale to był debiut. Nieidealny. Stawiałam pierwsze kroczki na rynku wydawniczym. Od tego czasu sporo się zmieniło. Wszyscy uczymy się przecież na błędach.

[ZK] Czego życzyłaby Pani sobie w nadchodzącym czasie?

[WT] Na pewno czasu na pisanie i zadowolonych Czytelników. Ludzi, którzy daliby moim powieściom szansę, bo najtrudniej zdobyć zaufanie nowych Odbiorców. Jest już sporo takich osób, które ze mną są i czekają na moje książki. Jestem im ogromnie wdzięczna za wsparcie, jakie od nich dostaję. Ale na pewno chciałabym dotrzeć także do znacznie szerszej rzeczy wielbicieli literatury i tego sobie życzę.

[ZK] Dziękuję za rozmowę.
[WT] Dziękuję.

Fot. Weronika Tomala
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Weronika Tomala, „Il professore. Włoska miłość”



Dodaj komentarz


Czytaj także

Sekretne życie drzew

Coś niewiarygodnego! – „Sekretne życie drzew”, Peter Wohlleben

W lesie dzieją się zdumiewające rzeczy. Są tam drzewa, które porozumiewają się ze sobą, drzewa, które z oddaniem troszczą się o swe potomstwo oraz pielęgnują starych i chorych sąsiadów, drzewa, które doświadczają wrażeń, mają uczucia i pamięć. Niewiarygodne? Ale prawdziwe!


Grzegorz Wielgus, "SAAL"

Grzegorz Wielgus, „SAAL”

Przez tajemniczą przesyłkę, która przypadkiem znalazła się w jej rękach, kobieta staje się celem potężnej grupy przestępczej. Jej śladem podąża Saal – uzbrojony, doskonale wyszkolony najemnik, który ma tylko jedno zadanie: odzyskać paczkę za wszelką cenę. Aby przetrwać, Alicja musi wypełniać jego polecenia – inaczej wyda na siebie oraz najbliższych wyrok śmierci. Czas rozpocząć polowanie