Wywiad - Piotr Brencz - Zaczytanyksiazkoholik.pl

Za co swoim czytelnikom dziękuje Piotr Brencz?


20 kwietnia na rynku wydawniczym ukazała się nie do końca debiutancka powieść Piotra Brencza pt. „Pętliczek”. Z wywiadu dowiemy się m.in., dlaczego nie do końca debiutancka, jak książka została przyjęta przez czytelników, który moment w pracy twórczej był najtrudniejszy, czy to, dlaczego autor określa siebie jako „Literacki masochista”. Zapraszam do lektury.


[Zaczytany Książkoholik] „Pętliczek” to Pana debiut książkowy. Co spowodowało, że chwycił Pan za „pióro” i zaczął tworzyć własne, pierwsze literackie dzieło?
[Piotr Brencz] „Pętliczek” to mój debiut, ale nie jest to pierwsza książka, którą napisałem. Poprzednia była, no cóż, nieudana i mam nadzieję, że zostanie w mrokach historii na zawsze. Od liceum piszę opowiadania, okazjonalnie wiersze, jednak we wcześniejszych latach zdecydowanie brakowało mi doświadczenia, cierpliwości i samozaparcia, by wziąć się za to na poważnie lub by chociaż na poważnie spróbować.

[ZK] Jak dużo w bohaterze książki Piotrze jest Piotra Brencza?
[PB] Tyle, ile alkoholu jest w wódce. A może więcej? A może mniej? Barszcz to pewne wyobrażenie o mnie, pewna gra, pewne oszustwo i karykatura spowiedzi jednocześnie.

[ZK] Jakie odczucia towarzyszyły Panu z chwilą postawienia ostatniej kropki w książce?
[PB] Szczerze? Żadne. Tu nie ma oszałamiającej ulgi wraz z postawieniem ostatniej kropki. Jest świadomość, że książka musi jeszcze odleżeć ze dwa tygodnie, by można w ogóle zacząć ją poprawiać. A potem skreślanie, dopisywanie, wywalanie całych fragmentów. Jedno opowiadanie z trzydziestu stron (przeraźliwie nudnych stron!) finalnie miało ich osiem. Zmieniło się wszystko, poza „Miodowymi latami”.
Za finalny produkt biorę więc to, przy czym grzebać już nie potrafię i jeżeli zmiany praktycznie nie następują, to myślę, że mamy to. Wtedy uznaję, że książka jest skończona.
I jest to bardzo przyjemne uczucie.

[ZK] Dlaczego akurat literatura piękna? Czy brane były pod uwagę inne gatunki literackie?
[PB] Bo w zasadzie nie czytam nic innego (chociaż przyznaję, nie jestem fanem tego określenia), nie licząc okazjonalnych kryminałów noir, westernów, książek historycznych, komiksów i poezji. Oczywiście miałem w swoich rękach więcej niż kilka książek fantasy czy science fiction. Nie dzielę sztuki na wysoką i niską, jedynie na dobrą i złą, więc nie mówię tak, bo uznaję jakieś gatunki za gorsze czy niewarte mojej uwagi. Może te powyższe to też literatura piękna?
Nie brałem innych gatunków literackich pod uwagę, bo zawsze chciałem pisać o rzeczywistości nam wszystkim znanej, może jedynie z mniej znanych punktów czy perspektyw. W jakiś sposób potrzebuję też rozliczać się z tym, co samemu widzę i jak widzę.

[ZK] Premiera powieści to zapewne dla pisarza bardzo wyczekiwany czas. Jakie emocje towarzyszyły Panu w trakcie premiery?
[PB] To była kupa stresu. Jak wyjdzie w druku? Jaki będzie odbiór? Co powiedzą ci? A tamci? Czy pomyślą to, co myślę, że pomyślą? A może pomyślą odwrotnie?
Z drugiej strony to był rodzaj ulgi, bo ta książka wreszcie mnie opuściła, przestała być tylko moja i miała zacząć trafiać do innych. Nie miałem już na nic wpływu, nareszcie.
Książka też totalnie odkleiła się ode mnie w sensie emocjonalnym i powrót do niej był jak powrót do dawno niewidzianego przyjaciela, uświadomiłem sobie, ile się zmieniło od jej ukończenia.

CO DECYDUJE O SUKCESIE?
Przypadek, szczęście, znajomości, ciężka praca, talent.

CO MOTYWUJE PANA DO DZIAŁANIA?
Nic, sam się muszę motywować…

FILM, KTÓRY WYWARŁ NA PANU NAJWIĘKSZE WRAŻENIE TO…
„Imperium kontratakuje”, „Nagi lunch”, filmy Hitchcocka (niemożliwe, by wybrać jeden!)

JAKĄ KSIĄŻKĘ Z DOTYCHCZAS PRZECZYTANYCH MOŻE PAN POLECIĆ?
Za dużo tego. Z lektur tegorocznych: „Duch króla Leopolda” Hochschilda, „Halibut na księżycu” Vanna, „Golem” Płazy, „Cisza” DeLillo.

NAJBLIŻSZY URLOP SPĘDZĘ…
Na festiwalu muzycznym i nad polskim morzem.

CO CENI PAN W LUDZIACH?
To, czego sami w sobie nie cenią.

NIEZAPOMNIANE MIEJSCE?
Tuż obok Niej.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
Każdej.

JAKĄ UMIEJĘTNOŚĆ CHCIAŁBY PAN OPANOWAĆ DO PERFEKCJI?
W moim wieku już za późno by opanować w ten sposób cokolwiek.

W CZASIE WOLNYM …
Pisanie, czytanie, szlajanie się, przeżywanie przygód, łażenie po barach.

[ZK] Nie sposób o to zapytać: Jak długo trwał proces tworzenia powieści? Od jego pomysłu do momentu chwycenia książki w dłoni.
[PB] Książka początkowo miała mieć inny kształt, jednak po dwóch opowiadaniach (o jednym, 30-stronicowym nudnym potworze, wspominam wyżej) zarzuciłem na nią pomysł. Powróciłem po kilku miesiącach, jednej przeprowadzce i z nowym pomysłem i zagryzło. Od momentu ponownego pisania do wydania trwało to nieco ponad dwa lata. Dlatego wyżej, jak napisałem, książka zdążyła w międzyczasie odkleić się ode mnie. To był długi czas.

[ZK] Czy czytając kiedykolwiek dowolną książkę, pomyślał Pan: dlaczego ja nie wpadłem na pomysł napisania takiej książki?
[PB] Nie. Jeżeli na coś nie wpadłem, to znaczy, że zabrakło mi wyobraźni, talentu albo obu na raz. Albo po prostu w ogóle nie chciałbym tego napisać, w sensie fabularnym.
Zdarza mi się zazdrościć pisarzom stylu czy warsztatu, zwłaszcza mistrzom krótkich form. Ale wierzę, że dojście na ten poziom to po prostu ciężka praca, a i wtedy może się nie udać.

[ZK] Czy wypracował Pan jakieś nawyki pisarskie?
[PB] Z uwagi na to, że pracuję na etacie i wiodę dość nieuregulowane życie, nie posiadam takich nawyków. Piszę przed albo po pracy, rano, wieczorem lub w nocy, w dni wolne, czasem wcale nie piszę. Nie przymuszam się do pisania i nie wyznaczam sobie limitu stron czy słów/znaków.
Czasem notuje coś na szybko w notesie lub telefonie, kilka zdań, by wrócić do nich i coś ulepić, jednak nie wiem, czy można to nazwać nawykiem.

[ZK] Mówi Pan o sobie „Literacki masochista”. Skąd się wzięło takie określenie?
[PB] Wynika to z dwóch rzeczy.
Pierwszym jest metoda, którą czasem stosuję, by wejść w odpowiedni do pisania nastrój. Polega na chodzeniu po pokoju w kółko i przywoływaniu wszystkich złych/smutnych/wstydliwych/palących momentów z mojego życia. Jakbym chciał się tam teleportować. I chociaż wcale o tych sytuacjach nie zamierzam pisać to, w tak odpowiednio zniszczonym nastroju mogę pisać o innych i ten nastrój oddać.
Drugi to autobiograficzność lub pozorna autobiograficzność tej prozy (oraz to, co obnaża lub pozornie obnaża). Oczywiście wiedziałem, że – jak wyżej – nazwanie bohatera Piotr Barszcz spowoduje lawinę dodatkowych pytań oraz niemożność oddzielenia autora od jego bohatera. Słyszałem więc różne pytania na ten temat i nie wszystkie z nich były przyjemne. Biorę to oczywiście na klatę i uśmiecham się.

[ZK] W rankingu lubimyczytac.pl „Pętliczek” posiada 8,0 punktów na 10, czyli w ocenie czytelników powieść jest rewelacyjna. Czy spodziewał się Pan tak miłego przyjęcia?
[PB] Ocena jest faktycznie wysoka, jednak proszę pamiętać, że w momencie naszej rozmowy jest to średnia z zaledwie trzynastu ocen (właśnie sprawdziłem). Musi więc minąć czas, by ocena ta faktycznie była miarodajna. Oczywiście doceniam każdą gwiazdkę, recenzję czy po prostu miłe wiadomości, które otrzymuję na swoją skrzynkę. I za nie wszystkim dziękuję.

[ZK] Który moment w pracy twórczej był najtrudniejszy?
[PB] Pytanie o to, czy książka w ogóle ma sens, i kogo ona interesuje. Przecież to taka zwyczajna historia, nic nowego pod słońcem. Z pomocą przyszły mi wtedy dwie książki: „Koniec świata, umyj okna” Agnieszki Jelonek oraz „Kwiaty rozłączki” Aleksandry Wstecz. Te autorki również napisały krótkie książki o „małym” życiu i prywatnych sprawach. I obie są bardzo dobre. To mi na nowo pokazało, że przecież mogę pisać o czym mi się żywnie podoba, że od tego jest literatura.

[ZK] Kto z najbliższego otoczenia był pierwszym czytelnikiem Pana debiutanckiej powieści i z jaką opinią się wówczas Pan spotkał?
[PB] Była to moja koleżanka (pozdrawiam, Alex!), która z uwagi na emocjonalny ładunek książki miała problemy, by przebrnąć przez nią w krótkim czasie. Przyznała, że odnalazła się przez nią w miejscach, do których nie do końca chciała wracać. Paradoksalnie, wziąłem to za dobrą monetę, to miał być taki efekt. Pogratulowała mi książki i zachęciła, by zrobić z nią coś dalej.

[ZK] Czego w życiu się Pan najbardziej boi?
[PB] Że stracę swoje włosy. A poważniej: utraty wzroku, samotności, utraty pamięci lub choroby typu alzheimer.

[ZK] Czego życzyłby Pan sobie w nadchodzącym czasie?
[PB] Kolejnej książki. I jeszcze jednej. I żeby się ludziom podobały, żeby chętnie po nie sięgali, nich się przy nich smucą lub niech im pomagają. Okazjonalnego plasterka szczęścia od czasu do czasu. No, i może zmiany pracy na taką mniej korpo.

Fot. Kasia Sekuła
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Dodaj komentarz


Czytaj także

Wrzeciono Boga. Kłosy, Andrzej H. Wojaczek,zaczytanyksiazkoholiik.pl

„Wrzeciono Boga. Kłosy”, Andrzej H. Wojaczek

„Wrzeciono Boga” to przejmująca, wielowątkowa saga zainspirowana prawdziwymi losami śląskiej rodziny. Fabuła pierwszego tomu pt. Kłosy toczy się w czasach, kiedy w sercach Polaków odżywają narodowowyzwoleńcze idee. Kulturowo-społeczne uprzedzenia stają się zarzewiem międzypokoleniowego konfliktu, który rozbije rodzinę Kłosków i poruszy wiejską społeczność.


Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny

„Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny”, praca zbiorowa

1 września 1939 roku skończył się świat. Chcemy opowiedzieć o tej apokalipsie. O bohaterstwie zwykłych ludzi. O zdradzie zwykłych ludzi. O unikaniu śmierci cudem. O niemożności uniknięcia śmierci cudem. O strachu. O miłości zwyciężającej strach. O zwieńczonych drutem kolczastym murach, które wznieśli ludzie i uwięzili za nimi innych ludzi.