Stażysta - Marcin Kowal - wywiad - zaczytanyksiazkoholik.pl

Odczarować śmierć poprzez dylogię Marcina Kowala pt. „Stażysta”


W rozmowie z Marcinem Kowalem, autorem dylogii „Stażysta”, zagłębiamy się w fascynujący świat jego pisarskiej pasji i inspiracji. Autor opowiada o swoim długotrwałym romansie z literaturą, który rozpoczął się jeszcze w dzieciństwie, odkrywając pierwsze smakowite słowa i pisząc nieco chaotyczne historie. Rozmawiamy również o źródłach inspiracji do stworzenia nietypowego świata pośmiertnego w „Stażyście”, gdzie stres, zniecierpliwienie i brak klimatyzacji odegrały kluczową rolę. Marcin Kowal dzieli się swoimi przemyśleniami na temat przesłania serii i trudności oraz radości związanych z tworzeniem historii. Odkrywa również, jakie miejsca i atmosfera sprzyjają jego twórczości oraz udziela cennych rad dla aspirujących pisarzy. To wyjątkowy wgląd w umysł autora, który nie tylko pisze, ale i odkrywa życie przez literaturę.


[Zaczytany Książkoholik] Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem? Czy od zawsze wiedział Pan, że chce być pisarzem/napisać książkę?
[Marcin Kowal] Tak, pisanie to pasja, motywacja i natręctwo. Nie daje mi spokoju, od kiedy nauczyłem się sensownie wykorzystywać długopis. Przed „erą pisania”, jeszcze w przedszkolu, skupiałem się na słownym przekazywaniu tego, co skleciła wyobraźnia. I jak to w takim wieku bywa, historie z tamtych czasów należały do tych niespójnych, chaotycznych, za każdym razem nieco innych. Pisanie wyprostowało proces twórczy, wprowadziło pewien porządek. Ostatecznie wszystkie opowieści zyskały nie tylko zgrabny kształt, ale i – chyba przede wszystkim – solidne zakończenie, dla każdej inne. Wcześniej większość historii urywała się na wypadku samochodowym, upadku w przepaść, tudzież – dla odmiany – życiu długim, w niekończącej się radości oraz z nieograniczonym dopływem gotówki. Tak. W tamtych czasach uważany byłem za… powiedzmy, ciekawe dziecko. A później przyszło prawdziwe życie, walka o swoje miejsce w społeczeństwie, stres wyzwań towarzyskich, złamane serce, płacz ze szczęścia i śmiech przez łzy, czyli szkoła podstawowa. W ogólniaku było nieco lepiej, a studia pokochałem już pełną gębą. Każdy z tych rozstrzelonych i kompletnie innych okresów miał jednak jeden, wspólny wątek – pisanie. Nigdy nie dało mi spokoju, nie pozwoliło odpuścić, dawało ukojenie i przestrzeń, w której mogłem być sobą. Szalenie cieszę się z tego powodu.

[ZK] Wiele książek posiada swoje źródła inspiracji. Czy istnieje jakiś utwór literacki, film, lub inne źródło, które miało wpływ na tworzenie dylogii „Stażysta”?
[MK] Ta historia urodziła się w trakcie długiego oczekiwania na swoją kolej w urzędzie. Naturalnie, to była iskra, która zapoczątkowała temat. Czy wiązała się z jakimś konkretnym utworem literackim… filmowym? Ciężko powiedzieć. Raczej chodziło tu o ból pleców, zniecierpliwienie, brak klimatyzacji i wyświetlacz numerków, który zaciął się na szczęśliwej siódemce.

[ZK] Świat przedstawiony w obu tomach „Stażysty” jest bardzo oryginalny. Skąd czerpał Pan inspiracje do stworzenia tego nietypowego świata pośmiertnego?
[MK] Wizja, obawa czy pomysł na to, co czeka nas po śmierci, rozpalały moją wyobraźnię od dawna. Myślę jednak, że chyba wszyscy tak mamy – czasami zdarza nam się pomyśleć: „co będzie dalej?” A, im starsi jesteśmy, tym częściej nam się to przytrafia i coraz więcej pomysłów przychodzi nam do głowy. Urząd jest po prostu jednym z nich, zabawnym (mam nadzieję), ale i odrobinę frapującym. Żywię jednak głęboką wiarę, że jest to tylko produkt wyobraźni, nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem po śmierci. Oby!

[ZK] Główny bohater, Darwin, jest stażystą w Urzędzie Przeżytych. Co skłoniło Pana do wyboru takiej profesji dla postaci głównej?
[MK] Wiem, ile czasu, energii i zdrowia kosztuje przetarcie drogi w nowym miejscu pracy. Trzymam kciuki za wszystkich stażystów i to był mój pierwszy, wręcz naturalny wybór.

[ZK] Jakie przesłanie lub temat chciał Pan przekazać czytelnikom poprzez historię Darwina?
[MK] Generalnie, dylogia urzędowa miała za zadanie odczarować „śmierć”, jako taką. Mam nadzieję, że jej się udało.

JAKA JEST PANA DEWIZA ŻYCIOWA?
Żyć małą i wielką chwilą, pielęgnować „zmiany”. Konsekwentnie realizować pasje. Wszystkie. Spełniać się, cieszyć każdym momentem. Ale i nie żałować, że czegoś nie spróbowaliśmy. Nie zrobiliśmy tego, trudno, żyjemy dalej. Jeszcze przyjdzie właściwy czas albo to coś, po prostu, nie jest dla nas. 😉 *

*Rym kompletnie niezamierzony, naprawdę.

RADA, KTÓRA ZAPADŁA PANU GŁĘBOKO W PAMIĘCI?
Dotyczy pisania:
„Fragment, który zajmuje najwięcej czasu, na końcu, cieszy się największym uznaniem”.
Okropne jest to, że te słowa zapadły mi w pamięć, ale ich autor już nie.

NAWYKI DECYDUJĄCE O SUKCESIE?
Konsekwencja.

CO CENI PAN W LUDZIACH?
Ich różnorodność.

CZY JEST JAKAŚ POSTAĆ/OSOBA, KTÓRĄ PODZIWIA PAN SZCZEGÓLNIE I ZA CO?
Od autorów ulubionych książek, których nigdy nie miałem okazji spotkać w pozaliterackiej codzienności – Neil Gaiman i Terry Pratchett (Terryego będę już zawsze cenił, jako autora; z Neilem jest szansa, że wypijemy wspólną kawę!) – po osoby bardzo codzienne w moim życiu: żona, Małgorzata. No i jest jeszcze redaktor Franek Piątkowski. Ale o nim można przeczytać w książce. 😉

JAKIEJ MUZYKI SŁUCHA PAN W WOLNEJ CHWILI?
Oj, każdej. Naprawdę! Od klasyki-klasyki (na przykład: Czajkowski „Taniec Cukrowej Wieszczki”), przez nową, niesamowitą wersję klasyki (Beethoven „insane remix – 5th Symphony Nightmare” – cudo!) przez rocka, tak polskiego, jak i zagranicznego. Muzykę również dobiera mi nastrój.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
Każdej. Książki, filmy, teatr, muzyka. Gry również. Tak, te na PC.

JEŚLI ZWIERZAK W DOMU, TO JAKI?
Kocham zwierzęta, wszystkie. Ale wygrywają koty.

NIEZAPOMNIANY FILM?
No właśnie, zapomniałem. Z tych bardziej aktualnych, ostatnio często wraca do mnie serial „Stranger Things”.

NA CO LUDZIE POWINNI ZWRACAĆ WIĘKSZĄ UWAGĘ W SWOIM ŻYCIU?
Na życie.

GDYBY ODWAŻYŁ SIĘ PAN ZROBIĆ JEDNĄ ZWARIOWANĄ RZECZ W ŻYCIU, CO BY TO BYŁO?
Prawdopodobnie coś bardzo przyziemnego. Ostatnio przytrafia mi się za dużo zwariowanych przygód. 🙂

[ZK] Jaki aspekt tworzenia historii „Stażysty” sprawił Panu najwięcej radości lub był szczególnie trudny?
[MK] Ciekawe jest to, że cała historia „Stażysty” pełna jest momentów, które sprawiały mi sporo radości i jednocześnie były trudne. To, między innymi, fragmenty, w których Darwin trafia na Powierzchnię, gdzie zmuszony jest zmierzyć się z wyzwaniami codzienności. Kibicowałem mu, owszem, podsuwając kolejne, niby tak oczywiste, a jednak nie do końca, życiowe ciekawostki. Z dumą obserwowałem, jak przeciera te szlaki. Chciałem, żeby nowy świat pozwolił mu – przede wszystkim – dojrzeć. Z My wszyscy uczymy życia przez całe życie. Z reguły (oczywiście nie zawsze) najmłodsze lata dają odpowiedni czas, żeby popełniać błędy, wyciągać z nich wnioski, pozwalać zabliźnić się ewentualnym ranom. Darwin nie miał tego przywileju. Otrzymał jedynie parę dni, żeby zrozumieć, jak zawiły potrafi być świat. Doświadczał wszystkiego w jednym i tym samym momencie, zupełnie, jakby zderzył się z naszym światem. W takich momentach czułem się niemal jak patologiczny rodzic, który w imię nauki, wręcz zachęca dziecko, żeby włożyło rękę w ognisko. To nie było łatwe doświadczenie.

[ZK] Czy miał Pan jakieś ulubione sceny lub momenty w książkach „Stażysta ”, które szczególnie lubił Pan pisać?
[MK] Myślę, że sceny z Felkiem można zaliczyć do moich ulubionych. Feluś i pewien mały, włochaty nicpoń – ta dwójka, jak mało kto, potrafiła rozładować grobową atmosferę. 😉

[ZK] Dla czytelników, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z serią „Stażysta ”, jak by Pan opisał tę serię w trzech słowach?
[MK] Urząd Przeżytych, czekamy.

[ZK] W jakim otoczeniu lub atmosferze najchętniej pracuje Pan nad swoimi książkami?
[MK] To zależy. Przed pracą z książką staram się wyciszyć. Biegam, a później siadam do śniadania. Liczę na to, że kawa podpowie mi, w jakim środowisku tego konkretnego dnia, mój rozum będzie pracował najlepiej. To nigdy nie jest stałe miejsce. Generalnie, lubię zmiany, dlatego też czasami barykaduję się w małym pokoju, słabo oświetlonym przez biurową lampkę i piszę, zamknięty na cztery spusty. Innym razem, dla odmiany, uciekam do kawiarni. Gwar rozmów, muzyka sącząca się z głośników i generalny obraz miejskiego życia sprawdzają się równie dobrze, jak domowe zacisze. Ostatnio, ze względu na miejsce, w którym przebywam, zdarza mi się zabierać laptopa do lasu. Norweska natura sprzyja skupieniu. Dobieram otoczenie w zależności od nastroju i sceny, która akurat siedzi mi w głowie.

[ZK] Czy ma Pan ulubioną technikę twórczą lub strategię, którą stosuje podczas pisania?
[MK] Tak. Jestem wyznawcą jedynej słusznej techniki tworzenia opowieści: pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Nie przerywać. Chyba że jest się głodnym. Albo chce się spać. Z takimi rozterkami nie ma sensu walczyć. Lepiej zjeść, zrobić sobie drzemkę i dopiero wtedy… pisać, pisać i jeszcze raz pisać.

[ZK] Jakie jest Pana podejście do konstruowania dialogów między postaciami? Jak stworzyć autentyczne i interesujące rozmowy?
[MK] Dialogi znakomicie ożywiają historię, dynamizują opowieść, a jednocześnie podkreślają cechy charakteru osób prowadzących rozmowę. Najlepiej jest więc pozwolić bohaterom i bohaterkom całkowicie się wygadać. A później wyciąć fragmenty, w których popłynęli z tematem.

[ZK] Jakie książki, autorzy lub inne źródła stanowią dla Pana inspirację literacką?
[MK] To od zawsze były (i będą) książki autorstwa Neila Gaimana i Terryego Pratchetta. Wracam do nich regularnie. Za każdym razem bawią mnie, śmieszą i inspirują z niesłabnącą siłą.

[ZK] Czy ma Pan jakieś rady dla aspirujących pisarzy, którzy starają się znaleźć swój własny głos literacki?
[MK] Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. To podstawa. Nie poddawać się, cokolwiek się wydarzy.

[ZK] Czy są jakieś tematy, które chciałaby Pan eksplorować w przyszłych powieściach?
[MK] Temat przychodzi z inspiracją, a ta z kolei pojawia się – często – w najmniej spodziewanych momentach. Nie rozważam wcześniej i nie zastanawiam się, o czym warto wspomnieć, a co lepiej pominąć. Z prostej przyczyny: każdy z nas żyje według nieco innej, wewnętrznej filozofii, inaczej układa priorytety. Coś, co dla jednej osoby jest szalenie istotne, dla innej może być pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Weźmy na przykład zwykłą potrzebę snu. Sen dotyczy nas wszystkich, jest istotny i ciężko byłoby bez niego zdrowo funkcjonować (to ponoć kwestia dyskusyjna, ale jednak). Są ludzie, którzy kochają sen – należę do tych osób. Są też tacy, którzy traktują spanie, jako przymus ciała i ograniczają ten stan do absolutnego minimum, a najchętniej usunęliby go całkowicie, zastępując pracą czy życiem towarzyskim. Na pytanie o sen inaczej zareagują osoby z problemem insomnii; inaczej ktoś, kto przez cały dzień nie może się w stu procentach rozbudzić; a już kompletnie innej odpowiedzi udzieli ktoś, kto właśnie zaspał do pracy. Gdybym zaczął segregować tematykę na bardziej i mniej istotną, miałbym za dużo wątpliwości. Sprowadzam wszystko do pomysłu, z którym przychodzi pewność, że o czymś/o kimś chcę napisać. I piszę. 🙂

[ZK] Jakie emocje towarzyszą Panu, gdy kończy pisanie książki i oddaje ją Pan czytelnikom?
[MK] W kolejności:

  1. Ulga – „Uff! Koniec!”.
  2. Stres – „Na pewno skończyłem?”
  3. Radość – „Tak! Naprawdę się udało!”.
  4. Niedowierzanie – „Minął rok, od kiedy zacząłem?”
  5. Radość – „Mogę wreszcie zmierzyć się z redakcją, korektą i wysłać opowieść w świat!”
  6. Stres – „Muszę zmierzyć się redakcją, korektą i… wysłać opowieść w świat. A jak się nie spodoba?”
  7. Ulga – „Już po redakcji, korekcie. Książka w rękach czytelników”.

[ZK] Jakie stawia sobie Pan cele zawodowe?
[MK] Chciałbym, żeby książki stały się moim życiem i sposobem na życie, ale chyba nigdy nie odmówię sobie paru dni w tygodniu uspokajającej pracy fizycznej.

[ZK] Jak duże znaczenie ma tytuł i okładka książki?
[MK] Duże. Opnie są różne, ale jak dla mnie – tytuł powinien czytelnika zachęcić, a okładka oczarować.

[ZK] Czego w życiu się najbardziej Pan boi?
[MK] Że przestanę pisać, zanim podzielę się wszystkimi opowieściami.

[ZK] Czego życzyłaby sobie Pan w nadchodzącym czasie?
[MK] Spokoju, tak dla mnie, jak i dla wszystkich wkoło.

Fot. Marcin Kowal
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Dodaj komentarz


Czytaj także

Podsumowanie czytelnicze – czerwiec 2020

Podsumowanie czytelnicze – czerwiec 2020

Czerwiec za nami, a może to oznaczać tylko jedno … czas na podsumowanie przeczytanych przeze mnie w czerwcu książek. Gatunkowo wyglądało to jak zawsze różnorodnie: fantasy, komedia, romans, obyczajowe, kryminalne, sensacyjne, miłosne


Ancymonek to swój ziomek! ORAZ Cymek i studnia tajemnic-Adam Cichy-zaczytanyksiazkoholik.pl

Czytajcie i bawcie się – „Ancymonek to swój ziomek! ORAZ Cymek i studnia tajemnic”, Adam Cichy

Cymek jak na chłopca przystało lubi psoty i ciągle szuka przygód. Nie interesuje go siedzenie przed komputerem, co w obecnych czasach jest na porządku dziennym. Ancymonek kocha figle, a że za każdym razem wychodzi cało, nie go nie powstrzymuje, aby realizować swoje szalone dziecięce pomysły.