Arkadiusz Borowik - wywiad

Jakie jest największe pisarskie marzenie Arkadiusza Borowika?


Arkadiusz Borowik, autor. m.in. powieści „A jeszcze wczoraj było jutro” przybliży nam swoją postać. Z wywiadu dowiemy się m.in. tego, co mu daje największą satysfakcję i dlaczego, w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na napisanie powieści „A jeszcze wczoraj było jutro” czy to, jakie odczucia towarzyszą autorowi z chwilą postawienia ostatniej kropki w książce. Zapraszam do lektury tej niezwykłej rozmowy!


[Zaczytany Książkoholik] W jakich okolicznościach zrodził się pomysł, aby chwycić pióro w dłoń i zacząć pisać książki?
[Arkadiusz Borowik] To było tak dawno, że o pamiętaniu okoliczności nie może być mowy. Na pewno pasuje tu określenie „pióro”, ponieważ moje pierwsze historyjki napisałem długopisem. Miałem wtedy jakieś dziesięć, może jedenaście lat. Zabazgrałem kilka zeszytów i bardzo żałuję, że zaginęły w czasoprzestrzeni. Bardzo bym chciał zobaczyć, co miałem wtedy do powiedzenia.

[ZK] Które z Pana osiągnięć twórczych dało Panu największą satysfakcję i dlaczego?
[AB] Najwięcej satysfakcji twórczej dają mi książki. Myślę, że powodem jest bezpośredni kontakt z odbiorcą. Bez pośredników. No i całkowicie odpowiadam za całe przedsięwzięcie. To bardzo uczciwy układ.

[ZK] Nie ma dnia, abym w Internecie nie trafiła na publikację dotyczącą nielegalnego udostępniania audiobooków, e-booków, książek – co Pan o tym sądzi?
[AB] Nie wiedziałem, że to taki popularny proceder. Cóż mogę sądzić: każda kradzież jest kradzieżą i nie bardzo rozumiem, jaki jest tok rozumowania ludzi, którzy uważają, że to jest w porządku. Piractwo intelektualne jest takim samym złodziejstwem jak każde inne.

[ZK] Co inspiruje Pana do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier?
[AB] Wszystko może być inspiracją. Przeczytanie wiadomości, obejrzenie filmu, słuchanie muzyki, rozmowa, spacer nad rzeką. Zwłaszcza w czasie spacerów dobrze mi się myśli.

[ZK] Czego się w życiu Pan najbardziej boi?
[AB] Jest tego więcej, niż bym sobie życzył. Bardzo boję się sytuacji bez wyjścia. Bezradność jest matką strasznych rzeczy.

[ZK] W którym z bohaterów z Pana powieści jest najwięcej Arkadiusza Borowika?
[AB] Żaden z bohaterów nie był wzorowany na mnie. Mało tego, bardzo się starałem, żeby główny bohater w ogóle nie był do mnie podobny. Oczywiście istnieją sytuacje, w których Stroba i Borowik postąpiliby podobnie. Ale są też takie, w których reagują skrajnie różnie. W „A jeszcze wczoraj było jutro” występuje całkiem sporo ludzi. Lubię wymyślać postaci, a największą przyjemność sprawia mi wymyślanie bohaterów jak najróżniejszych ode mnie. Kiedy piszę, wcielam się bohaterów bardzo głęboko. Czuje się kimś innym. Czasami bohaterowie zaskakują mnie swoim postępowaniem, reakcjami, słowami. Zaskakiwanie samego siebie to mój ulubiony aspekt tej pracy. Pisanie jest dla mnie zajęciem zbliżonym do aktorstwa. I jedno, i drugie polega na głębokim przeżywaniu emocji obcych postaci. A przynajmniej tak to, według mnie, powinno się odbywać.

Wszystko, co robię, chciałbym robić lepiej. Na przykład mógłbym lepiej odpowiedzieć na te wszystkie pytania, a przecież tak się starałem…

[ZK] Książki, w jakim gatunku literackim nigdy by Pan nie napisał i dlaczego?
[AB] Nigdy nie napisałbym niczego na zamówienie propagandy, która wykorzystałaby moją pracę do celów manipulowania ludźmi. Ostatnimi czasy widziałem sporo tego typu tekstów i uważam, że to obrzydliwe.

[ZK] Jak wyglądał proces twórczy Pana powieści. Od pomysłu do momentu chwycenia książki w dłoni. Czy za każdym razem tak samo?
[AB] Jak zwykle. Nagle, zupełnie nie wiadomo dlaczego, pojawia się myśl: „A co by było, gdyby…” i tu następuje wstępna teza. Czasami umiera śmiercią naturalną, innym razem okazuje się na tyle intrygująca i nośna, że zaczynam drążyć temat. Pojawiają się pierwsze notatki, zaczynam zmyślać coraz intensywniej i wpadam w proces pisania, od którego raczej nie ma już odwrotu. Nie porzucam swoich poczętych dzieci. Potem różnie bywa z intensywnością. Czasami mam inne prace i muszę wyhamować. Czasami kończy się pewna część historii i muszę się zastanowić, co dalej. Czasami muszę zweryfikować pierwotną ścieżkę, którą podąża fabuła. A czasem jestem bardzo zmęczony, odkładam pisanie książki, aż mi wróci pasja. Bez pasji nie ma pisania. To znaczy jest, ale nie ma to większego sensu. Kiedy kończę pisać książkę, odkładam ją do szuflady. Potem wracam i zaczynam mozolną auto redakcję. Jest to żmudna praca. Czytanie zdania po zdaniu, układania rytmów, wyrzucania niepotrzebnego, które kiedyś wydało się potrzebne. Czasami dopisuję coś, ale rzadziej. A potem znów odkładam do szuflady. I tak kilka razy. Zanim uznam, że można to komuś pokazać, tekst jest po paru moich własnych korektach. A potem trzeba znaleźć kogoś, kto uzna, że książkę warto wydać. Potem następują prace redakcyjne w wydawnictwie, prace nad okładką. I już. Trochę to wszystko trwa, ale moim zdaniem warto. Jeżeli wszystko idzie w miarę zgodnie z planem, trzymanie w dłoni własnej książki jest niezwykłym doznaniem.


CO DECYDUJE O SUKCESIE?
To trudne pytanie. Odpowiem banalnie, ale uważam, że tak jest. Przede wszystkim ciężka praca, którą trzeba podpierać talent. To połączenie, które daje szansę. Niestety potrzebne jest też szczęście, na co zupełnie nie mamy wpływu. Na koniec powiem rzecz najgorszą: znam wiele przypadków ludzi, którzy mieli talent, byli pracowici i nie odnieśli tak zwanego sukcesu. Znam również niezdolnych nierobów, którzy sukces odnieśli. Z tego wychodzi, że szczęście często gra pierwsze skrzypce. Nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością, ale z tego, co zauważyłem, sprawiedliwość raczej jest wyjątkiem, nie regułą.

CO MOTYWUJE PANA DO DZIAŁANIA?
Ciekawość. Ciekawość rodzi we mnie pasję, a pasja to już napęd z turbo doładowaniem, który u mnie sprawia, że na przykład odczuwam niepohamowaną żądzę napisania książki.

FILM, KTÓRY WYWARŁ NA PANU NAJWIĘKSZE WRAŻENIE TO…
Podobnie jak w przypadku ulubionych książek – temat rzeka. Ale gdybym miał sobie uprościć życie, to wybrałbym trzy zupełnie różne filmy, za którymi przepadam. „Lot nad kukułczym gniazdem” Milosa Formana. Genialna historia, nieprawdopodobnie sugestywny, fascynujący bohater, grany przez Jacka Nicholsona. Następnie – „Dawno temu w Ameryce”. Majstersztyk epickiego kina w reżyserii Sergio Leone. Piękna opowieść o przyjaźni i o tym, co robi z nią czas, wydarzenia, okoliczności, przemiany. I na koniec coś z zupełnie innej beczki – „Big Lebowski” braci Coen. Nie do końca wiem, na czym polega fenomen tego filmu, ale uwielbiam go oglądać. Odpręża mnie jak żaden inny film. Kontrast postaci bohaterów jest znakomity. Przesłanie, że w życiu najważniejsze jest to, żebyśmy się dobrze czuli, jest ujmujące.

JAKĄ KSIĄŻKĘ Z DOTYCHCZAS PRZECZYTANYCH MOŻE PAN POLECIĆ?
Całą stertę. O moich fascynacjach literackich pisałem wyżej. Skusiłem się na wybranie trzech filmów i już zaczynam mieć moralnego kaca, dlaczego pominąłem kilkaset innych, za którymi przepadam. Dlatego nie polecę jednej książki. Czytajmy jak najwięcej. Pewnego razu trafi się książka, która odmieni nasz sposób myślenia, a co za tym idzie, odmieni nasze życie.

NAJBLIŻSZY URLOP SPĘDZĘ…
Od jakiegoś czasu najśmieszniejszą rzeczą, jaką mogę sobie wyobrazić, jest planowanie wyjazdu. Dlatego nic nie planuję. Uwielbiam podróże, średnio umiem odpoczywać. Ale jeżeli uda mi się złapać trochę spokoju, to już będę zadowolony. Bez względu na to, gdzie mnie ów spokój dopadnie.

CO CENI PAN W LUDZIACH?
Najbardziej fascynuje mnie obserwowanie dobroci, na którą nie byłoby mnie stać.

NIEZAPOMNIANE MIEJSCE?
Nowy Jork. O tym mieście powiedziano już chyba wszystko, więc nie będę oryginalny. Jest to fascynujący tygiel kulturowy. Świat w pigułce. To niesamowite, że obok siebie żyje tyle nacji. Bywa różnie, ale generalnie dają radę. To niesamowicie budujące.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
Obcując z jak najszerzej pojętą kulturą, wzbogacamy siebie i innych. Kultura to coś, co w przeciwieństwie do wielu okropnych rzeczy, wyróżnia nasz gatunek w sposób pozytywny.

JAKĄ UMIEJĘTNOŚĆ CHCIAŁBY PAN OPANOWAĆ DO PERFEKCJI?
Obawiam się, że cierpię na obsesję, która sprawia, że jestem wiecznie z siebie niezadowolony. Wszystko, co robię, chciałbym robić lepiej. Na przykład mógłbym lepiej odpowiedzieć na te wszystkie pytania, a przecież tak się starałem…

W CZASIE WOLNYM …
Mój czas wolny i moja praca splatają się nierozłącznie. W czasie wolnym ludzie robią to, co lubią, a ja jestem szczęściarzem, który lubi to, co robi. Dlatego w czasie wolnym zwykle robię to, co w czasie zajętym.


[ZK] Jakimi wartościami kieruje się Pan w życiu? Być może posiada Pan cytat, który stanowi źródło wsparcia?
[AB] Żaden cytat nie przychodzi mi do głowy. Jakimi wartościami się kieruję? Jak większość ludzi staram się być w porządku i jak większości ludzi różnie mi to wychodzi. Bardzo ważne dla mnie jest to, żeby samemu kreować swój światopogląd. W dobie zalewu informacji, wzrostu znaczenia wszelkiego rodzaju mediów, robi się to coraz trudniejsze. Coraz mniej ludzi docieka. Łatwiej jest przyjąć narzucony światopogląd. To przykre zjawisko. Antagonizujące. Nie lubię uproszczeń. Nie cierpię manipulacji. Wiem, że na pytanie, czym się kieruję, odpowiadam, czym się nie kieruję, ale tak jakoś mi wyszło.

[ZK] Jakie odczucia towarzyszą Panu z chwilą postawienia ostatniej kropki w książce?
[AB] Ulga. To pierwsze odczucie. Potem następuje krótka faza radości i odprężenia. Potem nieuchronnie nadciąga panika, że pewnie mi nie wyszło tak, jak chciałem. Następnie postanowienie poprawy. Przecież jeszcze wszystko mogę naprawić. Ostatnia kropka nie oznacza końca pracy. Ale kształt już jest. Czas na wyciągnięcie szlifierki. No i zaczynam wszystko czytać z duszą na ramieniu. Jestem surowy w stosunku do tego, co robię.

[ZK] Jakie jest Pana największe marzenie pisarskie?
[AB] Pisać książki, które poruszą mnie, a potem czytelnika. Za każdym razem piszę książkę taką, jaką chcę napisać. Nigdy nie pisałem książki na zamówienie. W tym względzie, za każdym razem pisząc książkę, spełniam swoje marzenie pisarskie. To wielkie szczęście, którego oczywiście nie doceniałem, dopóki nie zadała mi Pani tego pytania. Dziękuję.

[ZK] Skąd pomysł na powieść pt. „A jeszcze wczoraj było jutro”? Nie ukrywam, że wywarła na mnie ogromne wrażenie.
[AB] Jak już mówiłem, na początku pojawia się pytanie: „Co by było, gdyby.”. W tym przypadku pytanie brzmiało: „Co by było, gdyby bohater dowiedział się, że jest nieuleczalnie chory i zostało mu niewiele czasu?”. Oczywiście czytałem książki na ten temat, widziałem filmy. Ale zwykle bohaterowie tych historii, w obliczu śmierci stają się lepsi niż byli. Chcą jednać się ze światem, naprawiać błędy. Postawiłem sobie tezę odwrotną. Co by było, gdyby dobry człowiek postanowił rozliczyć się z tymi, który wyrządzili mu krzywdę. Gdyby bohater postanowił zabawić się w sędziego. Taki był początek książki „A jeszcze wczoraj było jutro”. Ogromnie się cieszę, że historia wywarła na Pani wrażenie.

[ZK] Czy jest jakiś pisarz, który szczególnie wywarł na Panu wrażenie i po którego książki sięga Pan najchętniej?
[AB] Jest sporo pisarzy, których lubię. Mógłbym wyliczać i uzasadniać godzinami. Lubię literaturę amerykańską. „Grona gniewu” Steinbecka to arcydzieło, po przeczytaniu którego miałem kryzys, bo doszedłem do wniosku, że nigdy nie będę umiał tak pisać. Zawsze bliski był mi humor, dlatego uwielbiam „Paragraf 22” Hellera. To majstersztyk, który czytałem wielokrotnie. Kiedy chodziłem do liceum, zaczytywałem się książkami Irvina Shawa. Taka była kiedyś literatura popularna. Weźmy „Młode Lwy” albo „Pogodę dla bogaczy”. To niezwykle wartościowe rzeczy, napisane znakomitym językiem. Moim ostatnim wielkim odkryciem jest Cormack McCarthy. Nikt nie potrafi tak pięknie, jak on opisać potworności.

[ZK] Jak sobie Pan radzi z ewentualną krytyką?
[AB] Chyba nieźle. Uprawiam (okropne słowo w tym kontekście) szeroko pojętą twórczość od przeszło ćwierć wieku i miałem czas przywyknąć. Im jestem starszy, tym łatwiej przychodzi mi zrozumienie, że to, co podoba się mnie, nie musi się podobać każdemu. Nawet nie powinno. Zunifikowany gust byłby czymś strasznym. Oczywiście, czym innym jest konstruktywna krytyka z poszanowaniem krytykowanego, a czym innym ordynarne czepiactwo, często wynikające z braku zrozumienia. Myślę, że jeśli ktoś zachowa zasady kultury, może sobie obsmarować moje rzeczy. Jeżeli jeszcze wykaże się błyskotliwością, to chapeau bas. Nie to, żeby mi było miło, ale konstruktywna, uzasadniona krytyka może być pouczająca. Czasami czytam opinie na temat moich prac i zauważyłem, że najbardziej nie martwią mnie te, które są negatywne, ale te, które są pozytywne, tyle że opiniodawca w ogóle nie zrozumiał, tego, co napisałem. Chyba wolę, jak komuś się nie podoba i sensownie uzasadnia, dlaczego niż to, że komuś się podoba, ale nic nie zrozumiał.

[ZK] Co oprócz pisania książek, daje Panu radość życia?
[AB] Całkiem sporo rzeczy. Jestem dość łapczywy i staram się wydzierać z życia tyle, ile mi się tylko uda. Pisuje różne rzeczy. Nie tylko książki. Gram na bębnach, czasami udzielam się aktorsko. No i przede wszystkim staram się zadawać z ludźmi, którzy podtrzymują tę moją radość życia. Bez bliskich chyba nie dałbym rady.

[ZK] Kiedy możemy się spodziewać kolejnej powieści?
[AB] Od czterech lat pracuje nad powieścią, która powoli zmierza ku końcowi. To największe przedsięwzięcie literackie, jakiego się podjąłem. Obiecałem sobie, że skończę ją pisać w tym roku. Wydaje mi się to realne. Oczywiście potem nastąpi proces, o którym wcześniej wspominałem, dlatego nie mam pojęcia, kiedy fizycznie trafi do rąk czytelników. Mam nadzieję, że nie będzie to jakiś wielki szmat czasu.

[ZK] Czego mogę Panu życzyć?
[AB] Spokoju i ukojenia. Czego ja również wszystkim życzę.

Fot. Arkadiusz Borowik
Grafika: Zaczytany Książkoholik



Dodaj komentarz


Czytaj także

Agnieszka Panasiuk, Antonia na Podlasiu, zaczytanyksiazkoholikPL

Dla fanów powieści historycznych – „Na Podlasiu. Antonia”

Olga Fiodorowa Wołgogradowa Antonii Gillard oraz jej przyjaciółce Krystynie Błęckiej wymówiła posadę nauczycielek w Warszawskim Instytucie Wychowania Panien. Zaważyło na tym to, że potajemnie uczyły polskiego, polskiej historii oraz geografii. W latach 1869 w całym zaborze pod rygorem więzienia był zakaz nauczania języka, literatury, historii czy geografii polski.


Catherine Cachée

Catherine Cachée

Jakiś czas temu recenzowałam Wam fantasy „Dziewczyna o chabrowych oczach”. Piękna opowieść nawet dla osób, które niezbyt przepadają za tego typu gatunkiem. Catherine Cachée, autorka tej powieści pragnie Wam przybliżyć swoją osobę.