Wywiad Shadow,z aczytanyksiazkoholik.pl

Za co Shadow ceni Mario Puzo?


Zapraszam Was do lektury rozmowy z Shadow, autorem książki „Na Jawie Sen”. Dowiecie się z niej m.in. dlaczego data premiery książki – 16 sierpnia – jest ważną datą w życiu autora i nie chodzi tutaj o to, że to data wydania książki, dlaczego książka została napisana pod pseudonimem czy to, jakimi zasadami w życiu się kieruje.

[Zaczytany Książkoholik] Zasadnicze pytanie. Dlaczego pseudonim?

[Shadow] Shadow to moje alter ego, które powstało wskutek dość trudnych chwil, jakie przyszło mi z powodu własnych decyzji, przechodzić. Na co dzień jestem uśmiechniętym facetem, który uwielbia żartować, będąc w tym wszystkim często dość infantylny.
Shadow, to ten, który lubi usiąść przy świecy, nalać sobie kieliszek wina i myśleć, rozpamiętywać. Ten, który uwielbia, analizować znaczenie każdej litery słowa miłość, szczęście, smutek, życie… Ponieważ piszę, będąc w stanie umysłu mojego alter ego, rozsądnym jest podpisywać się jego nazwą, stąd decyzja o pseudonimie.
„Bądź jak swój cień, spójrz na siebie z boku.” – Shadow

[ZK] Kiedy i w jakich okolicznościach narodziła się Twoja pasja do pisania książek?

[S] Pisanie w moim życiu było od wielu lat obecne, ale nigdy nie brałem tego na serio. Poważne pisanie zaczęło się w momencie, w którym borykałem się z głęboką depresją oraz nerwicą. Aby ulżyć swoim emocjom, nie robiąc sobie przy tym krzywdy, zacząłem przelewać łzy na kartkę papieru, które zamieniały się w litery, tworząc różnego rodzaju historie, które ostatecznie składają się na treści, jakie publikuję w książkach czy Internecie.
Pytanie mógłbym spuentować stwierdzeniem Krzysztofa Zanussiego, z którym się po części utożsamiam: „Zostałem artystą, bo było mi źle”

[ZK] Nieczęsto zdarza się, że spod pióra mężczyzny wychodzi książka z gatunku literatury romantycznej, obyczajowej. Skąd pomysł na „Na Jawie sen?

[S] Zawsze kręciło mnie podejmowanie tematów kontrowersyjnych tudzież trudnych. To w tego typu treściach moja wewnętrzna (rzekłbym damska) emocjonalność może rozwinąć skrzydła, dać pełen wyraz swojego istnienia, tkwiąc gdzieś tam głęboko we mnie. Męska część natomiast dba, by każdy projekt i marzenie doprowadzić do końca. To taka moja osobista harmonia, która warzy emocje z zadaniowością.
Jeśli chodzi o książkę „Na Jawie Sen”, to któż z nas nie zakochał się bez opamiętania, zupełnie tracąc głowę dla ukochanej czy ukochanego? Któż z nas nie przeżył, uczucia tej niepowtarzalnej emocji uniesienia, tych skrzydeł, jakie daję nam wzrok, głos czy dotyk osoby, w której zupełnie się zatraciliśmy. Któż z nas nie poczuł głodu braku ukochanej/ukochanego, bólu straty i porzucenia. To właśnie fakt tego, że każdy miał styczność z tego typu sytuacjami w życiu, dał mi pomysł, by spróbować ubrać to w jednolitą historię, w której każdy czytelnik, będzie na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń, czuł to, co czyta niemalże na własnej skórze.

[ZK] Jakie emocje towarzyszyły Tobie w dniu premiery książki?

[S] Zanim przejdę do emocji, chciałbym nadmienić, że data premiery książki odnosi się do daty, w której moje życie zaczęło w pozornie pięknych okolicznościach, prowadzić do bardzo traumatycznych przeżyć. Czyli do dnia 16 Sierpnia 2018 roku. Jeśli chodzi o emocje, jakie towarzyszyły mi w dniu premiery, to mógłbym to porównać do kotła, w którym mieszały się przeróżne emocje. Z jednej strony, to była premiera mojej pierwszej w życiu książki, nad którą pracowałem trzy lata, całkowicie się jej poświęcając, stąd towarzyszyło mi poczucie rozpierającej euforii i podniecenia. Z drugiej strony był strach, jak zareagują na treść książki czytelnicy i czy w ogóle będę w stanie pokazać się szerszej rzeszy odbiorców. Niepewność czy poradzę sobie z dystrybucją. Dodam, że wiele spraw organizacyjnych, zamykane było dosłownie w dniu premiery. Czułem również ulgę, bo jednak jakiś rozdział w moim życiu został zamknięty, a ja mogę zacząć skupiać się na kolejnych historiach. Na końcu towarzyszyła mi ogromna trema, bo premiera – z wiadomych względów – miała odbyć się online w postaci transmisji na żywo, a póki co nie czuję się zbyt komfortowo przed kamerą.

[ZK] Dlaczego zdecydowałeś się wydać powieść „Na Jawie sen” jako self-publisher?

[S] Książka miała zainteresowanie ze strony kilku wydawnictw, jednakże ich oczekiwania finansowe, były bardzo wygórowane. Wydając książkę we współpracy z wydawnictwem, nie miałbym szans na to by, przekazywać część dochodu ze sprzedaży na cele charytatywne, nie wspominając już o własnym rozwoju literackim. Stąd decyzja o self-publishingu.

[ZK] Jak wyglądała Twoja organizacja pracy nad powieścią?

[S] W trakcie tworzenia historii, moja organizacja ewoluowała. Na początku, kiedy wpadł mi jakiś pomysł na wątek bądź wydarzenie, który chciałbym zamieścić w książce, robiłem krótkie zapiski w telefonie. Później będąc przepełniony emocjami, nie mogąc sobie z nimi poradzić, siadałem przed komputerem i pisałem krótkie eseje, dając całkowity upust mojemu wewnętrznemu napięciu. Kiedy już postanowiłem, że czas zebrać te wszystkie zapiski i krótkie opowieści w jedno, po prostu siadałem przed komputerem, całkowicie odcinając się od otoczenia. Puszczałem muzykę pomagającą w skupieniu. Do dziś jest to zazwyczaj soundtruck z trylogii gry wiedźmin. I pisałem…

[ZK] Który etap tworzenia powieści był dla Ciebie najtrudniejszy i dlaczego?

[S] Uważam, że każdy etap był bardzo trudny. Przypomnę tylko, że jako self-publisher, samemu stworzyłem treść książki, znalazłem osobę, która zechciała mi ją zredagować, stworzyłem okładkę, co wymagało ode mnie dziesiątek godzin w nauce, tworzenia grafiki. I wiele innych. Jeśli już musiałbym wybierać, to wydaję mi się, że proces twórczy, mimo że zabiera ogromne pokłady energii z człowieka, daje mi niesamowitą radość i frajdę. Dlatego pomijając zajmowaniem się procesem tworzenia i dystrybucji książki, mógłbym skłonić się ku stwierdzeniu, że najcięższy i najbardziej niewdzięczny etap dla mnie to promocja książki. Zupełnie nie odnajduję się w wyścigu szczurów, a niestety próby, przebicia się do mainstreamu, tak trochę wygląda.

[ZK] Czy któraś z postaci z Twojej książki jest Tobie szczególnie bliska?

[S] Oczywiście, że John Risky. Ma on wiele moich dawnych emocji, przemyśleń i zachowań. Co prawda teraz jestem zupełnie innym człowiekiem, niż byłem, ale śmiało mógłbym określić Johna Riskiego, jako ukłon i wspomnienie w kierunku, mojego dawnego ja.

[ZK] Czy masz jakiś autorytet? Jeśli tak, to kto nim jest?

[S] Moim największym autorytetem jest życie. Wiem, że to górnolotne stwierdzenie, ale to ono daje mi pasję i inspiracje. Jeśli chodzi o ludzi, raczej nikogo nie mam. Jedyna postać ze świata literatury, jaka przychodzi mi do głowy to Charles Bukowski, którego nie mogę określić jako autorytet, natomiast jego książki, takie jak „Kobiety” oraz „Świecie, oto jestem”, w jakimś stopniu ukształtowały mój pogląd na sprawy pisarstwa.

[ZK] Książki, w jakim gatunku literackim nigdy byś nie napisał? I dlaczego?

[S] Nie mogę stwierdzić, że nigdy bym czegoś nie napisał, zgodnie z dywizą „Nigdy nie mów nigdy, bo to nigdy, nigdy się nie zdarza” – Katharsis przyp. red. Lecz wydaję mi się, że nie napiszę horroru.
Podobnie jak w filmie, tak w książkach, w ogóle nie czuję tego gatunku. Zdecydowanie bardziej podoba mi się thriller. Ciągła niepewność, napięcie i zwroty akcji dają mi o wiele więcej radości.

[ZK] Wcześniej czy później, każdy pisarz spotyka się z hejtem czy krytyką swojej twórczości. Czy miałeś już takie doświadczenia? Jeśli tak, to jak sobie z tym radzisz?

[S] Krytyka zawsze boli, bo to jest tak, jakby ktoś mówił, że masz brzydkie dziecko. Wszystko, co w życiu tworzymy, jest naszym dzieckiem i puszczając to w świat, chcielibyśmy, by inni je kochali. Świat jest oczywiście inny i ma do tego prawo, dlatego konstruktywną krytykę, uczę się przyjmować z pokorą, a zwykły hejt ignoruję. Oczywiście takie podejście nie przyszło od razu. To właśnie hejt sprawił, że przez długi czas porzuciłem poezję, czując się w niej totalnym kretynem. W dzisiejszy czasach wiele osób ma trudności z poczuciem własnej wartości, zwłaszcza jeśli są to osoby wysoce emocjonalne jak ja. I tu się pojawia pytanie, czy warto porzucać coś, co lubisz robić, tylko ze względu na ocenę kogoś innego? Nie! Dlatego uważam, że hejt jest tym ogniem, który ma nas hartować w wierze, że to, co robimy jest po prostu dobre.

[ZK] Ulubiony cytat?

Kiedy człowiek umiera, on o tym nie wie, a ludzie płaczą.
To tak samo, jak jest debilem.

[ZK] Jaką dewizą kierujesz się w życiu? Jakie są Twoje żelazne zasady?

[S] We wszystkim, co robię, staram się utrzymać harmonię, między dobrem a złem. Z jednej strony, nie popadać w fanatyzm z drugiej natomiast, nie stać się ignorantem. Dawać dużo dobrego innym i dać sobie przestrzeń na błędy.

[ZK] Czy masz swoich ulubionych twórców literackich? Kim są i za co cenisz ich twórczość?

[S] Z książek jakie do tej pory przeczytałem, większość to biografie stąd ciężko mówić mi o twórcach literackich, bo są oni podmiotami książek. Na pewno bardzo cenię Mario Puzo, za napisanie „Ojca Chrzestnego”. To właśnie ta książka lata temu, zachęciła mnie do czytania i zagłębiania się w literaturę.

[ZK] Czy masz w planach wydanie kolejnej powieści? Czego możemy się spodziewać, kiedy i w jakim gatunku literackim?

[S] Napisałem bajkę, w której główną bohaterką jest moja córka i mój ukochany pies. Bajkę dla dzieci z przekazem dla dorosłych. Wszystkie postacie są inspiracją osób realnych, które spotkałem na swojej drodze. Co uważam, za fajny smaczek. Premiera odbędzie się w dniu urodzin mojej córki, ale o szczegółach na tę chwilę nie ma co mówić.

[ZK] Czego byś sobie życzył w nadchodzącej przyszłości?

[S] Zdrowia, bo mam z nim spore problemy. Resztę jakoś ogarnę.

Fot. Shadow
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Romans spod pióra mężczyzny – „Na Jawie Sen”, Shadow



Dodaj komentarz


Czytaj także

William Paul Young

William Paul Young

William miał bardzo dziwne życie. Urodził się w 1955 roku w Kanadzie, ale większą część dzieciństwa spędził na Papui – Nowej Gwinei wśród plemienia z epoki kamiennej. Jego rodzice byli misjonarzami. W jednym z wywiadów przyznał, że był w tym czasie wielokrotnie molestowany seksualnie.


Zapłacisz mi za to, Teresa Driscoll, zaczytanyksiazkoholik.pl

Coś z dreszczykiem – „Zapłacisz mi za to”, Teresa Driscoll

„Co środę, jak w zegarku, wraca strach…” Środa, niby zwyczajny dzień tygodnia, ale dla naszej głównej bohaterki Alice Henderson, środa okazała się najgorszym dniem w życiu. Dziewczyna jest dziennikarką. Będąc w pracy, odbiera telefon i słyszy tajemniczy głos oraz groźbę skierowaną do