Wywiad - Jolanta Bartoś - „Krzyk ciszy”

Wywiad z Jolantą Bartoś, autorką powieści „Krzyk ciszy”: inspiracje, emocje i tajemnice literackiego świata


Jolanta Bartoś, autorka powieści Krzyk ciszy”, odkrywa kulisy powstania mrożącej krew w żyłach opowieści. Bartoś dzieli się swoimi inspiracjami, pasją do literatury grozy, oraz tworzenia autentycznych postaci. Poruszając temat zaginięcia dziecka, autorka wplata w fabułę emocje, które przenoszą czytelnika w sam środek niepokojącej tajemnicy. Zapraszam do lektury rozmowy, która przybliży kulisy fabuły oraz odkryje, co skrywa za sobą atmosferyczne miejsce o wielowiekowej historii, jakim jest Jaraczewo.


[Zaczytany Książkoholik] Jak powstał pomysł na napisanie powieści „Krzyk ciszy” i skąd czerpała Pani inspirację do stworzenia tej historii?
[Jolanta Bartoś] Tę historię po prostu wymyśliłam, jak większość fabuł, które pojawiają się w moich powieściach. Nie ma szczególnej inspiracji, czy oparcia w prawdziwej historii. Zazwyczaj „widzę” bohatera lub bohaterkę w mojej głowie, znam jej historię i muszę ją zapisać. Nie wiem, czy to wystarczy, ale nie umiem tego inaczej wyjaśnić, jak wybujałą wyobraźnią.

[ZK] Zdobyła Pani prestiżową nagrodę Książka Roku Lubimyczytać 2022 w kategorii horroru. Czy horror jest gatunkiem, który Panią szczególnie interesuje, czy wybór tematu był wynikiem czegoś innego?
[JB] Horror jest gatunkiem, który lubię czytać, oglądać filmy, zarówno fabularne, jak i dokumentalne. Może to dziwne, ale „Śpij, dziecinko, śpij…” była pierwszym horrorem, jaki napisałam. Moje wcześniejsze książki to kryminały z wątkiem paranormalnym lub dużą dawką obyczajówki albo thrillera.
Bardzo lubię Kinga i Koontza. Staram się nie wzorować na nich, ale ich powieści sobie cenię, co nie znaczy, że nie czytam nic innego. Lubię współczesną literaturę polską i mam kilku ulubionych polskich autorów.
A nagroda… No cóż. Nie spodziewałam się jej kompletnie. Miałam zbyt poważną konkurencję, a nie walczy się z wiatrakami, więc zwyczajnie zapomniałam o konkursie i pojechałam do wnuków na ferie. Wynik był dla mnie olbrzymią niespodzianką, w którą nie mogłam uwierzyć.

[ZK] Jedna z bohaterek „Krzyku ciszy”, Barbara Trzebińska, jest transplantologiem. Jak udało się Pani stworzyć tak kompleksową postać i jakie wyzwania wiązały się z opisaniem jej emocji i wyborów życiowych?
[JB] Thriller medyczny, to coś, co chciałabym napisać (może – kiedyś – w sferze marzeń, póki co). Gdybym nie była pisarką, chciałabym być lekarzem. Barbara jest kobietą, która kocha to, co robi i oddaje się bez końca swojej pracy, pogłębiając zdobyte zdolności, żeby być coraz lepsza w swoim zawodzie. Poniosła w życiu bolesną stratę, ale przez to widzi ból innych i jeśli może im pomóc, to nigdy się nie waha. Ona to nie słaba płeć. Wie, czego chce od życia i bierze z niego pełnymi garściami, nie zapominając o innych.
W ten sposób mogłabym opisać każdy inny zawód wykonywany przez kobietę? Dałam jej pasję, którą sama mam, wrażliwość i ambicje. Być może przeniosłam poczucie straty ukochanej osoby, ale każdy z nas kogoś stracił, więc może sobie taki ból wyobrazić.
Myślę, że tu nie ma szczególnego „wyzwania z opisem emocji”, ale umiejętność wczucia się w postać i nadania jej ludzkiego wymiaru.

[ZK] Jednym z kluczowych wątków powieści „Krzyk ciszy” jest zaginięcie siedmioletniego chłopca, Marka Jaczyńskiego. Czy mogłaby Pani podzielić się z nami, co skłoniło Panią do podjęcia tematu zaginięcia dziecka i jakie emocje chciała Pani przekazać czytelnikom poprzez ten wątek?
[JB] Już samo zaginięcie dziecka budzi wiele emocji. A im młodsze, tym bardziej jesteśmy przerażeni. Wiem, jak to jest, gdy dziecko nie wraca na noc do domu i jesteśmy w stanie postawić cały świat na głowie, żeby je jak najszybciej odnaleźć. Myślę, że każdy rodzic, będzie umiał sobie wyobrazić jakie emocje targają, w szczególności matką, której dziecko zaginęło. Potem te wyobrażenia trzeba powielić o kilka stopni i otrzymamy dawkę prowadzącą do obłędu.

[ZK] Czy motyw rodzinnego majątku w Jaraczewie miał jakieś symboliczne znaczenie dla fabuły, czy była to jedynie malownicza sceneria dla akcji?
[JB] W Jaraczewie jest stary zaniedbany dworek. Cała historia tego miejsca jest prawdziwa. Również nazwisko Barbary, to nazwisko jednych z ostatnich dziedziców majątku. Zawsze staram się, żeby fabuła oddawała wiernie historię miejsca, jak również topografię miasta, o którym piszę.
Tak naprawdę dworek w Jaraczewie wydaje mi się miejscem, w którym historia skupiła wiele nieszczęść i zbyt szybkich śmierci. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tam był, jakiś duch, ale żaden z mieszkańców nie skarżył się na nieproszonego lokatora. Aż szkoda…
Jaraczewo znam i kiedy pojawiła się w mojej głowie fabuła tej powieści, od razu wiedziałam, że to musi być tam. Małe, malownicze miasteczko z ogromną historią.

JAKA JEST PANI DEWIZA ŻYCIOWA?
Żyj i pozwól żyć innym.

RADA, KTÓRA ZAPADŁA PANI GŁĘBOKO W PAMIĘCI?
Mama mi kiedyś powiedziała, żyj tak, żeby nikt przez ciebie nie płakał.
Myślę, że to cenna wskazówka, ale bardzo trudna.

NAWYKI DECYDUJĄCE O SUKCESIE?
Chyba takich nie mam. Piszę, gdy czuję wenę. Pisanie na siłę jest bez sensu i nie daje mi radości.

CO CENI PANI W LUDZIACH?
Szczerość, przyjaźń, oddanie, wierność, miłość, pomoc.

CZY JEST JAKAŚ POSTAĆ/OSOBA, KTÓRĄ PODZIWIA PANI SZCZEGÓLNIE I ZA CO?
Chyba tylko jedna. Moja Mama. Wiele w życiu przeszła, przetrwała niejedną burzę, wygrała z przeciwnościami losu, ale też ten los zadał jej wiele bólu. To wyjątkowa osoba, wyciszona, spokojna i empatyczna.

JAKIEJ MUZYKI SŁUCHA PANI W WOLNEJ CHWILI?
Uwielbiam piosenki Artura Andrusa i jakoś tak sprzecznie – muzykę operową. Zawsze chciałam umieć śpiewać takim operowym głosem, ale umiem tylko fałszować.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
Myślę, że w każdej. Ważna jest książka, bo wzbogaca wyobraźnię, ale film, teatr, kabaret czy koncert ulubionego zespołu jak najbardziej.

JEŚLI ZWIERZAK W DOMU, TO JAKI?
Mam maltańczyka i nie zamieniłabym na żadne inne zwierzątko, czy inną rasę. Pieszczoch, leniuch i łasuch, a na dodatek ma niesamowite poczucie humoru.

NIEZAPOMNIANY FILM?
Mam wiele filmów, które mogłabym oglądać na okrągło, ale jeśli mam polecić jeden, który utkwił mi w głowie to „Nazajutrz”. Jest to dramat SF z 1983 roku opowiadający o konflikcie nuklearnym pomiędzy USA a ZSRR. Uwielbiam filmy katastroficzne, ale ten jest niezwykle realny i tragiczny dla ludzkości.

NA CO LUDZIE POWINNI ZWRACAĆ WIĘKSZĄ UWAGĘ W SWOIM ŻYCIU?
Na innych ludzi. Wydaje mi się, że dla większości liczy się tylko kasa. Zamykamy się w swoim ciasnym świecie, nie dzieląc się z innymi szczęściem. Nawet w rodzinie mam kilka osób, które są egocentrykami i nie dostrzegają tego.

GDYBY ODWAŻYŁA SIĘ PANI ZROBIĆ JEDNĄ ZWARIOWANĄ RZECZ W ŻYCIU, CO BY TO BYŁO?
Jeszcze do niedawna chciałam skoczyć na bungie, ale to chyba nie byłoby dobre dla mojego kręgosłupa. Hmmm… Taka zwariowana rzecz – wyjazd kamperem dookoła świata.

[ZK] Co według Pani jest najważniejsze w pisaniu książek?
[JB] To trudne pytanie. Alfred Hitchcock mówił, że na początku musi być mocne uderzenie, a potem strach ma tylko potęgować. Jeśli to jest przepis na dobrą historię, to należy jeszcze dodać umiejętność przekazywania emocji, akcji i dialogów. Dodałabym do tego jeszcze kilka przypraw i mamy przepis na książkę. Ale najważniejsza jest zawsze fabuła.

[ZK] Czy mogłaby Pani podzielić się z nami, jakie badania i przygotowania związane z transplantologią były niezbędne, aby napisać autentyczne i wiarygodne sceny związane z zawodem Barbary?
[JB] Myślę, że w książce nie ma takich scen, które dokładnie opisują jakąś operację. Cieszę się zatem, że postać Barbary wypadła tak autentycznie. Moim ulubionym serialem jest „Grey’s Anatomy”, więc może to wyjaśni zawiłości medyczne.

[ZK] Czy ma Pani swoją ulubioną postać literacką, którą stworzyła? Jeśli tak, to kto to i dlaczego?
[JB] O tak, mam taką ulubioną postać. W 2018 napisałam trylogię o Karolinie Ciesielskiej „Obłęd”, „Fatum”, i „Furia”. Karolina jest niezwykłą osobą, obdarzoną nadzwyczajnym darem, który jest również jej przekleństwem. Ta bohaterka jest empatą, która odczuwa ból mordowanych kobiet, tak namacalnie, że początkowo uznano ją za niepoczytalną. Musi rozwiązać nie tylko zagadkę mordercy, ale również swojej własnej historii. Uwielbiam ją i mam nadzieję, że znajdę czas, żeby jeszcze raz przeżyć tę opowieść.

[ZK] Jakie były największe wyzwania podczas pisania „Krzyku ciszy”? Czy są jakieś szczególne momenty lub elementy powieści, które Panią osobiście poruszyły lub zaskoczyły?
[JB] Raczej nie miałam jakiś większych problemów w tej powieści. Pisałam ją na fali olbrzymiej weny, co uwielbiam robić, więc zajęło mi to chyba ze dwa miesiące. Nigdy nie robię planu, pozwalam żyć moim bohaterom i mówić to, co chcą, więc planowanie czegokolwiek, jest bez sensu. To tak, jakbym stawiała płoty, że tylko dotąd a dalej nie można. Można i trzeba. Najtrudniejsze jest zawsze wymyślenie tytułu, ale tu pojawił się bardzo szybko.

[ZK] Jaką radę chciałaby Pani dać czytelnikom, którzy chcą lepiej zrozumieć Pani książki?
[JB] Nie ośmieliłabym się niczego doradzać czytelnikom, bo jaką radę mogę im dać? Wierzę w duchy, dlatego przewijają się w moich powieściach w różny sposób. Ale jeśli ktoś nie wierzy, to jest to tylko wymyślona fabuła. Zawsze można powiedzieć, że autor ma nieskończone pokłady opisywania tego, czego nie widać 😉

[ZK] Jakie są Pani przyszłe plany literackie? Czy mógłby Pani zdradzić coś na temat nadchodzących projektów?
[JB] Mam kilka napisanych powieści. Niestety prędkość ich wydawania nie zależy ode mnie.

[ZK] Czego w życiu się najbardziej Pani boi?
[JB] Śmierci – takiej głupiej, bezsensownej. Tego, że się nie pożegnam z najbliższymi, że zostawię ich z bólem.

[ZK] Czego życzyłaby sobie Pani w nadchodzącym czasie?
[JB] Mój sukces zawodowy, zależy od zadowolenia czytelników, więc tak przewrotnie powiem, że właśnie tego – Miliona zadowolonych czytelników, którzy wypatrują zawsze moich kolejnych powieści.

Fot. Jolanta Bartoś
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Dodaj komentarz


Czytaj także

Wielka Panda i Mały Smok, James Norbury, zaczytanyksiazkoholik.pl

„Wielka Panda i Mały Smok”, James Norbury

Inspirująca podróż, w której ważny jest nie cel, lecz droga. Piękne ilustracje oraz rozpisana na dwa głosy opowieść o przyjaźni, odwadze, czułości dla samego siebie… i o tym, dlaczego warto czasem napić się herbaty. Przed Wami książka, która podbije Wasze serca! Wielka Panda i Mały Smok podejmują wspólną podróż, choć dobrze się nie znają. Szybko gubią drogę – jak wielu z nas w życiu – ale wiedzą, że stracenie z oczu celu często pozwala dostrzec wspaniałości, których zazwyczaj


Rozstajne drogi. Nie ma powrotu do domu - Elżbieta Jodko-Kula - zaczytanyksiazkoholik.pl

„Rozstajne drogi. Nie ma powrotu do domu”, Elżbieta Jodko-Kula

Skomplikowane losy polskich rodzin zamieszkujących północno-wschodnie tereny międzywojennej Polski, w powojennej historii były pomijane milczeniem. Od września 1939 roku do końca wojny na Wileńszczyźnie pięciokrotnie zmieniali się okupanci, ale po wojnie nie uczono o tym w szkołach. Przypominanie, że na wschód od powojennych granic kiedyś była Polska, nie było dobrze