Rozmowa z Mariuszem Kaniewskim


Zapraszam Was do przeczytania niezwykle interesującej rozmowy z Mariuszem Kaniewskim, autorem książki „Kolumb A.D. 2100”. Dowiecie się z niej m.in. jakimi wartościami w życiu kieruje się p. Mariusz, jaki wpływ wywarły na Niego takie pozycje jak: „Avatar” czy „Imię Róży” oraz w jaki sposób godzi ze sobą życie rodzinne, zawodowe i pasję, którą jest pisanie.

Co zainspirowało Pana do napisania swojej pierwszej książki, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym – Kolumb – A.D. 2100?

Tematy technologii, jej logiki rozwoju są dla mnie nader interesujące, również wszelkie konotacje z tą logiką, na przykład: ekonomia, edukacja, polityka. Nadchodzi bardzo ciekawy świat, lecz trudno nam dokonać dzisiaj predykcji jak będzie on wyglądał, a wyglądać może różnie. Na tych polach rozważań mamy jeszcze zagadnienie kondycji człowieka, a ta kondycja będzie ściśle powiązana z tym, co dzieje się dokoła.

Dlaczego akurat ten gatunek literacki?

Daje szerokie pole manewru. Mogłem wprowadzić tu swoją symulację świata zarówno tego technologicznego, jak i ekonomicznego, następnie puścić ten świat w ruch, nadać mu dynamikę i sprawdzać jaki obiera kierunek. To ciekawe, sam jestem pod wrażeniem, iż naprawdę taki świat zyskuje w jakiejś mierze własne życie, to znaczy wymaga od autora, od swojego kreacjonisty, konkretnych ruchów, zawęża jego pole manewru.

Wcześniej czy później, każdy pisarz spotyka się z fejtem czy krytyką swojej twórczości. Czy spotkało to już Pana?

Było kilka głosów co do ilości wulgaryzmów i scen seksu. Odniosłem się do tego na swoim funpage’u. Obawiam się, że taki świat nas czeka, gdy utracimy w sobie duchowość, odniesienie do wartości oraz pracę. Człowiek w sytuacji braku pracy, pola, na którym się tak bardzo wyżywa, tak bardzo buduje poczucie sensu życia, wybierze kierunki zatracenia, trafiając ostatecznie na pustkę. Ale nadzieja, że będzie inaczej pozostaje żywa.

Czy planuje Pan wydać kolejną książkę? Jeśli tak, to na kiedy jest to planowane?

Piszę drugą książkę w podobnej estetyce, poruszam tam zagadnienie istnienia obcej cywilizacji. Tyle zdradzę. Nie umiem powiedzieć czy i kiedy zostanie wydana. Będę się starał, aby ujrzała światło dzienne.

Gdzie Pan mieszka? Skąd pochodzi?

Mieszkam w Białych Błotach prawie zaraz za znakiem końca Bydgoszczy. Urodziłem się w Bydgoszczy i to moje miasto. Stąd takie elementy lokalno-patriotyczne w fabule powieści.

Czym się Pan interesuje?

Same ciężkie zagadnienia. Z wykształcenia filozof i to z tej trudniejszej strony, bliżej logiki, filozofii przyrody, matematyki. Interesuje mnie fizyka, konkretniej prawa związane z teorią obliczeń, podstaw matematyki. Jeśli zrozumiemy podstawy, ograniczenia, źródła matematyki, to będziemy wiedzieć o wiele więcej o naturze wszechświata, możliwościach jego poznania, również o możliwościach samych komputerów, myślę tu o kolejnych generacjach komputerów. To niezwykle ciekawa tematyka. No i ostatecznie kolejne ciekawe pytania, gdzie w tym wszystkim człowiek, gdzie jego egzystencja, sens, nadawanie wszechświatowi znaczenia.

Na co trzeba zwrócić uwagę przy współpracy z wydawnictwem? Czy się Pan kierował wybierając WasPos?

Dostałem propozycję wydania od Waspos z racji moich relacji z pisarzami, redaktorami. Zdecydowałem się, nie żałuję. Dla mnie wszystko jest nowe, ponieważ to mój debiut.

Który etap tworzenia książki uważa Pan za najtrudniejszy?

Zdecydowanie redakcja, a to dlatego, że to żmudna robota, ciągłe wracanie, poprawianie, odtwarzanie, co się miało na myśli. Wolę pisać, tworzyć historię.

Prywatnie jest Pan ojcem dwójki dzieci, czy trudno jest się skupić na pisaniu mając wokół dwójkę biegających szkrabów?

Oj bardzo trudno, tym bardziej, że moje mają żywiołowe temperamenty. Jeśli córka chce wejść do mojego pokoju, to ona musi wejść i nie istnieją przyczyny, dla których nie mogłaby tego zrobić. Przecież za zamkniętymi drzwiami muszą czaić się ciekawe rzeczy. Trzeba to zbadać, bo może tata fajnie się bawi.

W Polsce mamy obecnie dość trudną sytuację związaną z COVID-19. Jak wspiera Pan swoim czytelników w tym trudnym okresie? Jak sam Pan sobie z tym radzi?

Pracuję zdalnie i czekam na koniec, bo lubię pochodzić po mieście razem z żoną i dziećmi. Robi się coraz cieplej, a tu trzeba siedzieć. Czytelnikom szykuję kolejną porcję tekstu i radzę ćwiczyć się w cierpliwości. Musimy to przetrwać. Najlepiej w domach.

Czy z pisaniem wiąże Pan swoją przyszłość, czy jest to jedynie dodatek do pracy zawodowej?

Jest to dodatek. Oczywiście marzy mi się życie z pisania. To dałoby wolność pracy twórczej, ale jeszcze nie teraz. W końcu to dopiero początek. Nadzieja jest. Pisanie staje się dla mnie pewnego rodzaju substytutem dla uprawiania nauki, na co nie mam czasu i motywacji, jeśli nie jestem zatrudniony na uczelni; a nie jestem. Sam jeszcze nie wiem czym stanie się dla mnie pisanie. To dla mnie zagadka. Może stanie się pewną formą-bycia dla siebie, dla innych, dla społeczeństwa, dla wszechświata? Brzmi trochę górnolotnie, lecz tkwi w tym ożywczy sens, tylko trzeba trochę w tej tkance poszperać. Wszyscy jesteśmy w jakimś byciu-w-świecie, w jakiejś formie, każda forma ma pewne wewnętrzne i zewnętrzne konsekwencje. Nie znam jeszcze aż tak dobrze formy pisarskiej, ale intuicyjnie widzi mi się ona w przyszłości jako coś co staje się przedłużeniem mojego umysłu, jako „miejsce” prowadzenia badań nad rzeczywistością.

Jakie odczucia Panu towarzyszyły z chwilą postawienia ostatniej kropki w swojej pierwszej książce?

Że przede mną proces redakcyjny, a ja nie lubię poprawiać, weryfikować i zmieniać. Ale gdy już była ta kropka po redakcji, to myślami siedziałem w kolejnym świecie i aż chciało się pisać coś nowego, coś od podstaw. Poza tym wielka satysfakcja, szczególnie, gdy przychodzi wydrukowana książka.

Jaki gatunek literacki Pana interesuje?

Czytam lekkie science fiction, kryminały i książki obyczajowe. Poza tym sporo popularnonaukowych. No i branżowych: filozoficznych.

Jaki film wywarł na Panu największe wrażenia?

„Avatar”, przede wszystkim za historię oraz wykreowany świat przedstawiony. Góry Alleluja i umiejscowiona w przyrodzie mentalność to wspaniałe koncepty, podobnie sam pomysł na prowadzenie awatara.

Jaki książka wywarła na Panu największe wrażenia?

„Złota nić. Chrześcijański aśram” to autobiografia duchowa Bede Griffithsa, chrześcijańskiego mnicha, który zainteresował się hinduizmem. Po raz pierwszy zobaczyłem jak bardzo lektura książek, może wpłynąć na osobowość człowieka. Niby to całkiem oczywista sprawa, lecz czym innym jest zmieniać pod wpływem książek myślenie, a czym innym życie. Poza tym „Imię Róży”, „Solaris”. A taka, która dała najwięcej do myślenia i którą czasami daję w prezencie innym to „Przebudzenie” de Mello.

Jak wyglądały prace nad okładką książki? Mnie osobiście bardzo się ona podoba.

Mnie również. No cóż przyszedł pewnego dnia projekt na maila i tak już został. Wydawnictwo ma dobrych grafików.

Czym się Pan w życiu kieruje?

Jestem chrześcijaninem, więc tu wszystko jasne. Ważne też jest dla mnie, by mieć jasno sprecyzowane cele, wtedy wiemy do jakiego portu płyniemy, mamy szanse ominąć skały.

Panu Mariuszowi bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę wszystkiego co najlepsze.


Dodaj komentarz


Czytaj także

Kochankowie niedoskonali, zaczytanyksiazkoholik.pl

Kochanek kochankowi nierówny. Myślałam, że się rozczaruję, niesłusznie – „Kochankowie niedoskonali”

„Świat ma wobec nas swoje własne plany, a los, wcale nie tak ślepy, lubi mieszać w naszych sercach. Nie ma rzeczy, na którą nie porwałby się oszołomiony namiętnością kochanek. Setki z nich dopuszczają się najpodlejszych czynów, byle tylko być bliżej swojego obiektu westchnień.”


Na tabliczkę sposób łatwy, bez wkuwania szóstka z matmy, Adrian Markowski, zaczytanyksiazkoholik.pl

„Na tabliczkę sposób łatwy, bez wkuwania szóstka z matmy”, Adrian Markowski

Kłopoty z tabliczką mnożenia? Bez paniki! Po przeczytaniu tej książki miną jak zły sen. Dziecko nauczy się nie tylko, jak radzić sobie z tabliczką mnożenia, ale jak nie bać się matematyki, lubić ją i czerpać z niej radość. Jest jeszcze jedna, dobra wiadomość: niczego nie będzie się uczyć na pamięć! Dla niektórych dzieci uczenie się tabliczki mnożenia na pamięć to prawdziwa