Katarzyna Kowalewska

Co na temat plagiatów sądzi Katarzyna Kowalewska?


Katarzyna Kowalewska, autorka m.in. powieści „Pudełko z pamiątkami”, „Pijany skryba” czy najnowszej „Ratunku! Wymyśliłam męża” w trakcie rozmowy zdradza nam, co ją inspiruje do tworzenia nowych historii czy np. to, czy na przestrzeni pracy twórczej wypracowała jakieś nawyki pisarskie. Zapraszam do lektury tej niezwykłej rozmowy!


[Zaczytany Książkoholik] W jakich okolicznościach zrodził się pomysł, aby chwycić pióro w dłoń i zacząć pisać książki?
[Katarzyna Kowalewska] Nie potrafię wskazać konkretnej sytuacji. Jestem samotnikiem, chodzę z głową w chmurach, lubię wewnątrz siebie wymyślać różne rzeczy. A ponieważ nie umiem na przykład pięknie malować, to pisanie stało się naturalnym sposobem katalizowania twórczej energii. W przedszkolu tworzyłam gazetkę, w podstawówce pisałam wierszowane scenariusze teatrzyków, w liceum prowadziłam pamiętniki, aż pewnego dnia, z pewną nieśmiałością, poszłam na kurs kreatywnego pisania i wtedy ruszyło. Choć pisanie na poważnie zaczęłam od felietonów dla portalu sportowego.

[ZK] Czy któraś z postaci z powieści, które do tej pory Pani wydała, jest Pani wyjątkowo bliska?
[KK] Może to Panią zaskoczy, ale najbardziej lubię dwie MĘSKIE postaci z moich książek. Jedna z nich to Maciek z „Pijanego skryby”. Uroczy żartowniś z dystansem do życia, który uwielbia pakować się w kłopoty i za kumplami gotów jest skoczyć w ogień. Chciałabym go mieć za przyjaciela. Na pewno bym się z nim nie nudziła. Drugi to Bartek z „Ratunku! Wymyśliłam męża”. Bartek jest mężem głównej bohaterki. To twardo stąpający po ziemi facet, o którym czytelniczki mówią, że trzeba dokopać się do jego wewnętrznej warstwy. To prawda. Choć z pozoru Bartek jest mało romantyczny, to kocha on swoją żonę, tylko nie potrafi okazywać uczuć. Lubię go za jego emocjonalną równowagę.

[ZK] Jakie odczucia towarzyszą Pani z chwilą postawienia ostatniej kropki w książce?
[KK] To chyba ekscytacja, że po krótkiej przerwie od literek, rozpocznę nowy projekt, poznam nowych bohaterów, opowiem kolejne historie. Tak, ja duszą zawsze patrzę w przód.

[ZK] Dlaczego akurat powieści obyczajowe? Czy brane były pod uwagę inne gatunki literackie?
[KK] Postaram się streścić tę historię krótko. Naprawdę się postaram. Wydany osiem lat temu „Pijany skryba” to powieść łotrzykowska, pełna przygód, żartów i absurdalnych przypadków. „Skryba” był moją pierwszą powieścią, historią, którą musiałam z siebie wypisać. To byłam cała ja w tamtym czasie. Teraz jestem kimś zupełnie innym i nie umiałabym napisać drugiego „Skryby”. Po tej książce na jakiś czas zerwałam z pisaniem. Po kilku latach wróciłam do mojej ukochanej czynności po rozmowie z koleżanką pisarką, wydawczynią, która obudziła we mnie twórczy zapał. Doradziła też, żebym wybrała jakiś popularny, łatwiejszy do zdefiniowania gatunek, bo dzięki temu trafię do szerszego grona odbiorców. Możliwości były dwie. Najwięcej czyta się teraz obyczajów i kryminałów. A że nie znam się na procedurach policyjnych, nie chciałabym w powieści kryminalnej naopowiadać głupot. Dlatego postawiłam na obyczaje i nie żałuję. Odnajduję się w tym gatunku.

[ZK] Premiera powieści to zapewne dla pisarza bardzo wyczekiwany czas. Jakie emocje towarzyszą Pani w trakcie premier książek? Czy za każdym razem są takie same?
[KK] Ach, moje trzy premiery ostatnich lat miały miejsce w epoce mniej lub bardziej zaostrzonej pandemii oraz w czasie ciąży i opieki nad noworodkiem. Albo księgarnie były pozamykane, nie odbywały się imprezy literackie, albo większość czasu spędzałam z dzieckiem. Jakoś tak nie miałam okazji przeżywać swoich premier w sposób wyjątkowy. Może jak dziecko pójdzie do szkoły, to uczczę tę okazję jakimś dobrym piwkiem i powiem sobie: „Gratulacje, Kowalewska, znów ci się udało.”

CO DECYDUJE O SUKCESIE?
MOTYWACJA I ODROBINA SZCZĘŚCIA.

CO MOTYWUJE PANIĄ DO DZIAŁANIA?
SAMA SIEBIE MOTYWUJĘ. MYŚLĘ, ŻE ABY COŚ OSIĄGNĄĆ, MUSIMY POLEGAĆ PRZEDE WSZYSTKIM NA SOBIE.

FILM, KTÓRY WYWARŁ NA PANI NAJWIĘKSZE WRAŻENIE TO…
ZAWSZE CHĘTNIE, PO RAZ SETNY, OBEJRZĘ DOWOLNĄ CZĘŚĆ „POWROTU DO PRZYSZŁOŚCI”.

JAKĄ KSIĄŻKĘ Z DOTYCHCZAS PRZECZYTANYCH MOŻE PANI POLECIĆ?
„GWIAZDOZBIÓR PSA” PETERA HELLERA.

NAJBLIŻSZY URLOP SPĘDZĘ…
NAJBLIŻSZY W DĄBRÓWNIE NA MAZURACH, A WYMARZONY W HISZPANII.

CO CENI PANI W LUDZIACH?
POCZUCIE HUMORU I DYSTANS DO SIEBIE.

NIEZAPOMNIANE MIEJSCE?
LIZBONA – JEDYNE MIEJSCE, DO KTÓREGO CHCIAŁABYM WRÓCIĆ.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
KSIĄŻKI.

JAKĄ UMIEJĘTNOŚĆ CHCIAŁABY PANI OPANOWAĆ DO PERFEKCJI?
GRY NA GITARZE ELEKTRYCZNEJ.

W CZASIE WOLNYM …
GRAM W BADMINTONA I PISZĘ.

[ZK] W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o plagiatach. Temat dość trudny. Jest to niepożądane, ale nasilające się zjawisko. Co w tym kontekście sugerowałaby Pani młodym pisarzom szukającym pomysłu i inspiracji na własną książkę?
[KK] Na razie ominęła mnie dyskusja na ten temat. Mogę jedynie zapewnić, że cenione wydawnictwa, takie jak moje – Zysk i S-ka – są uczciwe i nie stosują praktyk związanych z plagiatowaniem utworów. Co do autorskich inspiracji, cóż… Wiele historii się zazębia, wiele opowieści jest podobnych, lecz każdy autor przedstawia je po swojemu. I to jest jak najbardziej normalne. Ba! Plagiat można popełnić nieświadomie! Proszę sobie na przykład wyobrazić, że przeczyta Pani wybitną książkę, która tak odciśnie się w Pani sercu, że po latach nieświadomie zainspiruje się nią Pani. Sama byłam w takiej sytuacji. Pisałam powieść, z której byłam bardzo dumna, ale po kilkudziesięciu stronach zauważyłam, że styl narracji za bardzo przypomina moją absolutnie najukochańszą książkę „Gwiazdozbiór psa” Petera Hellera. Co zrobiłam? Posypałam głowę popiołem i przerwałam pracę nad książką. I jeszcze jedna, całkiem świeża historia. Zaczęłam pisać komedię romantyczną (nie zdradzę szczegółów, kto wie, może jeszcze do niej nie wrócę i coś pozmieniam), po czym w prezencie gwiazdkowym dostałam od koleżanki nową powieść pewnej amerykańskiej autorki, która… opisała niemal identyczną intrygę! A powiem Pani, że to nie była standardowa historia, typu on ją rzucił, ona wyjeżdża do Toskanii. Tak że z tymi plagiatami bywa różnie. Mogę tylko poradzić, żeby mieć oczy i uszy szeroko otwarte, pisać po swojemu i uważać, komu daje się książkę do czytania przed publikacją. Jak pokazuje historia, Kowalewskiej lepiej nie dawać, hihihi.

[ZK] Co inspiruje Panią do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier?
[KK] Przyznam szczerze, że jestem mało romantycznym typem pisarza. Nie tworzę pod wpływem żadnej iskry, weny czy jak to się tam nazywa. Z doświadczenia wiem, że to nie jest najlepsza droga, bo rozpoczęcie książki pod wpływem nagłego impulsu, jakkolwiek błyskotliwy wydawałby się pomysł, może być zgubne: łatwo się wypisać po kilkudziesięciu stronach, a tu trzeba dociągnąć jeszcze do minimum trzystu. Nie mam szuflady pełnej pomysłów. Niestety nie spływają one na mnie pod postacią zaskakujących sytuacji czy fascynujących postaci, żebym mogła spisywać je w podręcznym notesie, a potem wybierać jak w ulęgałkach. Kiedy zaczynam nową powieść, zaczynam od zera. Dosłownie! Zadaję sobie mało romantycznie pytanie: „O czym by tu teraz napisać?” I zaczynam obracać w głowie różne myśli. Rozpisywać je, rozwijać, zwijać, zmieniać, uzupełniać, aż wykluje się z nich historia z największym potencjałem. A potem przechodzę do kolejnych etapów przygotowawczych. Serio, to naprawdę mało artystyczny proces.

[ZK] Czy czytając kiedykolwiek dowolną książkę, pomyślała Pani: dlaczego ja nie wpadłam na pomysł napisania takiej książki/fabuły?
[KK] Nieustannie! Dla mnie szukanie pomysłów to największa męka, najtrudniejszy etap pisania, więc gdy zobaczę u kogoś jakiś świetny pomysł, jestem tak zazdrosna, że mam ochotę kopnąć trampkiem drzewo.

[ZK] Książki, w jakim gatunku literackim nigdy by Pani nie napisała i dlaczego?
[KK] Nigdy nie napisałabym horroru. Nie lubię horrorów. Nie czytam i nie oglądam. Na świecie jest tyle zła, życie bywa czasami tak trudne, że po co dokładać sobie nieprzyjemności. A pewnie gdybym pisała horror, przeżywałabym proces równie mocno, jak lekturę. Nie napisałabym też kryminału z silnie zaznaczonym wątkiem przemocy wobec kobiet i dzieci. To są straszne okropieństwa – nie przeszłyby mi przez pióro, nie wytrzymałabym. Nigdy w życiu!

[ZK] Czy wypracowała Pani jakieś nawyki pisarskie?
[KK] O, tak. Przed rozpoczęciem nowej książki, przygotowuję CV bohaterów oraz wypisuję w punktach: gdzie książka się zaczyna, gdzie kończy, plus kilka punktów zwrotnych oraz przemiana, jaka zajdzie w bohaterach. Dopiero wtedy przystępuję do wypełniania tekstem pustych miejsc. Zawsze piszę w ciszy i jeśli nie na laptopie, to ołówkiem automatycznym w notesie Moleskine.

[ZK] W rankingu lubimyczytac.pl Pani powieści posiadają mocne 7,4 punktów na 10, czyli w ocenie czytelników powieści są bardzo dobre / rewelacyjne. Jakie uczucia/emocje towarzyszą Pani, widząc tak dobre przyjęcie Pani powieści wśród czytelników?
[KK] Ach, dziękuję. Niezmiernie się cieszę. To bardzo fajne, że czytelnicy miło spędzają czas z moimi książkami i dobrze je oceniają. To sprawia, że jako autorka z ogromną chęcią sięgam po pióro i piszę kolejne książki, bo mam dla kogo.

[ZK] Który moment w pracy twórczej jest dla Pani najtrudniejszy?
[KK] Już o tym wspominałam: szukanie pomysłów. Wcale bym się nie obraziła, gdyby ktoś przyszedł do mnie z gotowym pomysłem na książkę albo wydawca powiedział: napisz o tym i tym. Z wielką chęcią napisałabym coś na zlecenie. Kiedy sama od zera zaczynam wymyślać nową powieść, czuję się jak Syzyf. Nawet nie będę wspominać, gdzie szukam podpowiedzi, bo nie jest to szczególny powód do dumy. Grunt, że po odpowiedniej wstępnej obróbce wychodzi dobry finalny produkt.

[ZK] Kto z najbliższego otoczenia był pierwszym czytelnikiem Pani debiutanckiej powieści i z jaką opinią się wówczas Pani spotkała?
[KK] Och, niestety mam kiepską pamięć, która tak daleko nie sięga. Za to teraz, po latach, przy okazji wydawania nowych książek, „Pijany skryba” wraca i jest bardzo lubiany. Myślę, że szczególnie przez trzydziesto-, czterdziestolatków, bo jest w pewnym sensie odzwierciedleniem nostalgii za dawnymi, studenckimi czasami, gdy świat był pełen szalonych przypadków i stał przed nami otworem, a my nie mieliśmy żadnych poważniejszych problemów. Fajne to były czasy.

[ZK] Czego w życiu się Pani najbardziej boi?
[KK] Kur i ryb, hahaha. To najbardziej nieobliczalne zwierzęta, z jakimi w życiu miałam do czynienia. A na poważnie: tego, co wszyscy w obecnych czasach.

[ZK] Czego życzyłaby Pani sobie w nadchodzącym czasie?
[KK] To oczywiste! Skoro rozmawiamy o pisaniu, naturalnie życzyłabym sobie napisania bestsellera i wielkiej literackiej kariery, hihihi.

Fot. Katarzyna Kowalewska
Grafika: Zaczytany Książkoholik


Dodaj komentarz


Czytaj także

Ok, amen. Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów

„Ok, amen. Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów”, Nina Solomin

Mężczyźni w białych koszulach i czarnych płaszczach, z pejsami i brodami, w święta dodatkowo w sztrajmłach. Skromny strój kobiet osłaniający całe ciało niczym się nie wyróżniał, a peruka lub chusta była znakiem rozpoznawczym mężatki.


Sprawa Niny Frank

Nadrabiam zaległości książkowe – „Sprawa Niny Frank” Katarzyny Bondy

Z racji tego, iż uwielbiam powieści kryminalno-policyjno-dochodzeniowo-śledczo-… i co tam jeszcze tylko sięgnęłam po „Sprawę Niny Frank”, która otwiera cykl Katarzyna Bonda, gdzie pierwsze skrzypce gra psycholog śledczy Hubert Meyer, tworzący profile psychologiczne zabójców.