Wywiad - Agata Kołakowska

Dlaczego Agata Kołakowska zdecydowała się otworzyć własne wydawnictwo?


Agata Kołakowska, autorka dziewiętnastu powieści m.in. „Ballady o dwóch miastach”, „Ślepej miłości”, „Pokrewnych dusz” czy „Wyroku na miłość” da nam się dzisiaj bliżej poznać. Z rozmowy dowiemy się m.in. czy któraś z postaci z książek autorki jest jej wyjątkowo bliska, które z osiągnięć twórczych dało p. Agacie największą satysfakcję i dlaczego, czy to, co inspiruje pisarkę do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier. Zapraszam Was do lektury.


[Zaczytany Książkoholik] Czy pamięta Pani, co spowodowało, że chwyciła Pani za „pióro” i zaczęła tworzyć pierwsze literackie dzieło?
[Agata Kołakowska] Zabawa słowem była dla mnie frajdą, w zasadzie odkąd nauczyłam się pisać. Najpierw powstawały wiersze i opowiadania. Kiedy decydowałam o wyborze kierunku studiów, postawiłam na dziennikarstwo, bo chciałam zawodowo zajmować się pisaniem. Jednak kiedy poznałam ten zawód, zrozumiałam, że potrzebuję więcej przestrzeni do twórczej wypowiedzi. Myślę, że do stworzenia pierwszej powieści musiałam dojrzeć, ale była to też naturalna droga rozwoju mojej pasji. Przede wszystkim musiałam też mieć odpowiednią historię do opowiedzenia. Kiedy taką znalazłam, postanowiłam zmierzyć się z dłuższym tekstem.

[ZK] Ma Pani na „swoim koncie” już dziewiętnaście powieści. Będąc już doświadczoną pisarką, jakiej rady – na bazie własnych doświadczeń – udzieliłaby Pani osobom chcącym rozpocząć przygodę z pisaniem książek?
[AK] Moja odpowiedź na to pytanie zmienia się z biegiem lat. Aktualnie uważam, że samo wydanie książki nie jest czymś bardzo trudnym. Widać przecież jak wiele nowych nazwisk pojawia się na rynku. O wiele bardziej karkołomnym zadaniem jest na tym rynku się utrzymać. Dlatego, jeśli ktoś naprawdę kocha pisać, powinien przede wszystkim skupić się na warsztacie, jakości tekstu, ale także zwrócić uwagę na historię, którą chce opowiedzieć. To musi być coś, w czym odnajdzie się więcej osób, niż tylko sam autor. Pisanie naprawdę trzeba kochać, żeby tym się zajmować. Uważam, że to praca dla osób cierpliwych, wytrwałych i przygotowanych na krytykę.

[ZK] Czy któraś z postaci z Pani książek jest Pani wyjątkowo bliska?
[AK] Mam kilka takich postaci. Szczególnie bliska mojemu sercu jest z pewnością Petronela z „Ballady o dwóch miastach”. Podziwiam ją za odwagę oraz za to, że potrafi o siebie walczyć, iść za głosem swojego serca. Wyjątkowa jest także Raisa z „Pięciu minut Raisy”. Mimo że to najbardziej pechowa osoba na świecie, kroczy przez życie wręcz brawurowo. Wymienię też krawca Leonarda z powieści „Szczęście na miarę”, to prawdziwy pasjonat swojego zawodu, który bardzo wierzy w to, co robi, a przy tym jest niezwykle ujmującym człowiekiem. To taka osoba trochę w starym stylu, myślę, że jest coraz mniej takich ludzi. A szkoda.

[ZK] Dlaczego zdecydowała się Pani najnowszą książkę „Ballada o dwóch miastach” wydać już we własnym wydawnictwie? Co zadecydowało o takiej decyzji?
[AK] Dojście do tej decyzji było procesem. Musiałam wiele się nauczyć, a przede wszystkim doświadczyć. Dobrze wiem, jak to jest wydawać powieści w dużym, renomowanym wydawnictwie. Znam wszystkie tego plusy, ale też minusy. Doszłam do wniosku, że potrzebuję pójść nową drogą, taką, na której to ja mam na wiele rzeczy wpływ. To niełatwe odejść, w pewnym sensie, w nieznane, opuścić miejsce z bezpiecznym zapleczem, ale uznałam, że to właściwy na to czas.

CO DECYDUJE O SUKCESIE?
Szczęście, ludzie, których spotkamy na swojej drodze, praca i talent.

CO MOTYWUJE PANIĄ DO DZIAŁANIA?
Zazwyczaj zadaję sobie pytanie: „Po co to robię?”. W odpowiedzi kryje się motywacja.

FILM, KTÓRY WYWARŁ NA PANI NAJWIĘKSZE WRAŻENIE TO…
W ostatnich latach to nie film, a koreańskie seriale. Ujmuje mnie zupełnie inny od europejskiego sposób opowiadania historii w tamtejszych produkcjach.

JAKĄ KSIĄŻKĘ Z DOTYCHCZAS PRZECZYTANYCH MOŻE PANI POLECIĆ?
Autobiografię Marina Abramović „Pokonać mur”. Bardzo inspirująca lektura.

NAJBLIŻSZY URLOP SPĘDZĘ…
Podejrzewam, że nad Bałtykiem.

CO CENI PANI W LUDZIACH?
Empatię.

NIEZAPOMNIANE MIEJSCE?
Plaża w Porto. Czasami nic nie zapowiada, że jakiś moment zapadnie nam głęboko w serce. Tam właśnie przeżyłam jeden z nich.

KULTURA, W JAKIEJ POSTACI?
Kocham muzykę, malarstwo, teatr, operę, książki (kolejność przypadkowa). Uważam, że doświadczanie, przeżywanie sztuki, bardzo uwrażliwia i ubogaca.

JAKĄ UMIEJĘTNOŚĆ CHCIAŁABY PANI OPANOWAĆ DO PERFEKCJI?
Stawianie granic, ale coraz lepiej mi idzie.

W CZASIE WOLNYM …
Najchętniej oglądam dobry serial albo wybieram się na wycieczkę w jakieś miłe miejsce.

[ZK] Które z Pani osiągnięć twórczych dało Pani największą satysfakcję i dlaczego?
[AK] Z pewnością na pierwszym miejscu wymienię „Balladę o dwóch miastach”. Ta historia była sporym wyzwaniem. Stworzyłam dwie odmienne miejscowości. W jednym z miast mieszkają sami przybici ludzie, którzy nie widzą przyszłości, a w drugim niepoprawni optymiści, myślący wyłącznie o samorozwoju. To była wielka zabawa w kreację. Wymyślenie całego powieściowego świata w sposób, który byłby obrazowy, przemawiający do czytelnika, wymagało sporo pracy i było szalenie misternym zadaniem. Ale jestem z tej historii niebywale dumna, bowiem to nie tylko świetna historia, ale przede wszystkim opowiada o czymś ważnym. Poza tym to pierwsza książka, którą wydałam sama, co samo w sobie sprawia, że jest to powód do satysfakcji. Drugą książką, która była dla mnie wspaniałą przygodą jest z pewnością „Wyrok na miłość”. To opowieść o prawniku, który marzy o tym, aby pisać musicale. Za sprawą przypadku jego niedoskonała sztuka trafia na teatralne deski. Do tej powieści powstała płyta ze specjalnie skomponowanymi piosenkami. Stworzyli ją ze mną artyści teatru muzycznego we Wrocławiu. Zależało mi, aby czytelnik, czytając tę książkę, naprawdę mógł poczuć ten musicalowy świat. Chciałam przekroczyć granice, które wyznacza literatura. Uważam, że to naprawdę udana historia, ale nie ukrywam, że jest to powieść dla uważnego czytelnika.

[ZK] Co inspiruje Panią do tworzenia nowych historii i przenoszenia ich na papier?
[AK] Życie i emocje. Wszystko, czego doświadczam, co zaobserwuję, filtruję przez siebie i swoją wrażliwość. Siadam do pisania, jeśli coś mnie poruszy i uznam, że może być też dla czytelnika jakąś wartością.

[ZK] Kto z najbliższego otoczenia był pierwszym czytelnikiem Pani debiutanckiej powieści i z jaką opinią się wówczas Pani spotkała?
[AK] Pierwszym czytelnikiem był mój mąż. I do tej pory tak jest. Pamiętam, że pierwsza powieść bardzo mu się podobała. Zdecydowanie dmuchał w moje skrzydła. Cieszył się razem ze mną, kiedy otrzymałam propozycję jej wydania.

[ZK] Jakie odczucia towarzyszą Pani z chwilą postawienia ostatniej kropki w książce?
[AK] Zazwyczaj jest to wzruszenie, szczęście, ale też ulga. Proces pisania jest długi, w czasie jego trwania doświadczam chwil lepszych i gorszych. Z pewnością nie jest to górnolotna twórcza ekstaza, choć bywają i takie momenty. W każdym razie, kiedy pisanie się kończy, jestem zadowolona, że przeszłam tę drogę kolejny raz. I że będę mogła podzielić się z czytelnikami efektem swojej pracy.

[ZK] Jak długo trwa „proces twórczy” nad książką?
[AK] Kilka miesięcy, zazwyczaj pół roku. Bardzo skupiam się na tym, co piszę, jak piszę. Wielokrotnie poprawiam tekst. To dla mnie ważne, żeby ten proces otrzymał tyle mojej uwagi, ile jest potrzebne, aby tekst był jak najdoskonalszy.

[ZK] Kiedy możemy się spodziewać kolejnej powieści?
[AK] Jeśli wszystko pójdzie dobrze, kolejna książka pojawi się jesienią.

[ZK] Czego w życiu się Pani najbardziej boi?
[AK] Myślę, że tego, czego boi się większość z nas. Czasy, w których obecnie żyjemy, są na tyle przerażające, że konfrontują nas z lękami, których wydawało nam się, jeszcze nie tak dawno, że nie będziemy musieli doświadczać.

[ZK] Czego mogę Pani życzyć?
[AK] Zawodowo to tego, aby coraz więcej osób odnajdywało przyjemność z czytania.

Fot. Agata Kołakowska
Grafika: Zaczytany Książkoholik



Dodaj komentarz


Czytaj także

Turbulenca

Dla fanów lotnictwa – „Turbulencja” Dariusza Kulika

Na Discovery Channel jakiś czas temu oglądałam program „Lotnisko”. Bardzo ciekawy, jeśli kogoś interesuje to, jak na co dzień funkcjonuje lotnisko. W podobnym klimacie, ale jednak bardziej zgłębiająca temat jest książka „Turbulencja” kpt. Dariusza Kulika.


Mistyfikator, Joanna Parasiewicz, zaczytanyksiazkoholik.pl

Podróż w czasie – „Mistyfikator” autorstwa Joanny Parasiewicz

Joanna Parasiewcz w swojej powieści przenosi nas do lat 20. XX wieku. Poznajemy ówczesny, wielobarwny Lwów oraz Berlin. Głównym bohaterem jest Wiktor Fogel, syn lokalnego szaleńca, jak również albinos, czyli odmieniec. Ludzie z niego drwili, wyśmiewali się. Wychowywała go babka, po tym jak ojciec chłopaka załamał się nerwowo a matka odeszła do innego mężczyzny.