Na tej samej ziemi, Katarzyna Kielecka, zaczytanyksiazkoholik.pl

„Na tej samej ziemi”, Katarzyna Kielecka


Romanse, tęsknoty, rozterki i rodzinne tajemnice

W powieści „Na tej samej ziemi” pióra Katarzyny Kieleckiej Wydawnictwa Szara Godzina, która będzie miała premierę 30 września, czytelnicy spotkają bohaterów znanych z książki „Pod tym samym niebem”.

Kinga tęskni za narzeczonym, który od miesięcy przebywa w śniegach Spitsbergenu. Lilianna, skupiona na wychowaniu pięcioletniej córki, nie potrafi wsłuchać się w to, co podpowiada jej serce. Jedynie mała Nela oraz jej wierny kotożbik Eastwood nie wahają się czerpać z życia wszystkiego, co najlepsze.

Codzienność Lilki odmienia zagadkowa przesyłka, a w niej informacje na temat ukrytej w Górach Połabskich rodzinnej tajemnicy. Aby ją poznać, przyjaciółki postanawiają się wybrać się w podróż śladami listu. Jednak przewrotny los ma wobec nich zupełnie inne plany, nie żałując wyzwań i niespodzianek. Czy Lilianna zdoła wypełnić wolę zmarłego przed laty dziadka? Czy pozwoli, by jego wojenne doświadczenia wpłynęły na jej obecne życie?

Opowieść, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a tęsknota z nadzieją. Historia o trudzie radzenia sobie ze stratą najbliższych i o niezwykłej sile miłości, która przywraca wiarę w sens życia. Na tej samej ziemi obfituje w okazje do wzruszeń, refleksji oraz śmiechu.


Katarzyna Kielecka mieszka w Łodzi z dwójką dorastających muzyków. Z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym. Pracuje banku. Od lat tworzy drobne formy literackie: wiersze, opowiadania, teksty piosenek i scenariusze przedstawień dla dzieci. Pewnego dnia poczuła, że czas pomyśleć o powieści i już wie, że mogłaby pisać bez końca. Debiutowała powieścią „Sedno życia” (2019), którego kontynuacja „Piętno dzieciństwa” ukazała się w 2020 r .



Fragmenty powieści:

I
Śliwę dręczyły wyrzuty sumienia, choć jeszcze nie zdecydowała się na ich werbalizację. Lilianna doskonale ją znała i wystarczyła jej obserwacja, by wyciągnąć wnioski, że przyjaciółka lada dzień pęknie i coś z tym zrobi. Pozostawało pytanie, czy jej czyny zachowają znamiona rozsądku. Grodzka miała nadzieję, że nastąpi to dopiero po jej powrocie, dzięki czemu wspólnie z Adamem zdołają powstrzymać tę porywczą kobietę przed jakąś nierozważną głupotą. Wiedziała, że polarnik znów się pojawił na łączach, więc przynajmniej w zakresie niepokoju o niego chmury szaleństwa przestały się kłębić nad domem.
Klamka opadła i w wąskiej szparze pojawiła się radośnie wyszczerzona głowa Kingi.
– Eluwina – rzuciła, pchnęła drzwi, aż łupnęły o szafę, i wparowała do pokoju niemal tanecznym krokiem. – Patrz i podziwiaj.
Właśnie wróciła od ortopedy i po gipsie nie został nawet ślad. Wykonała trzy średnio zgrabne obroty, podskoczyła, jęknęła i przysiadła na łóżku.
– Może nie szarżuj? – poradziła jej Grodzka ze szczerą troską w głosie. – Co to znaczy „eluwina”?
– Młodzieżowe słówko roku. Z zeszłego sezonu, ale właśnie sobie o nim przypomniałam. Coś jak „cześć”, „elo” albo „serwus”, jeśli sięgnąć do słownika poprzednich pokoleń.
– Całkiem zgrabnie brzmi.
– Prawda?
– Zgrabniej niż ty tańczysz. Co z kopytem?
– Teoretycznie wszystko prima sort, jak mawia pan Władzio, tylko, kurde, mam je oszczędzać przez jakiś czas. Całej nocy bym nie przetańczyła. Adasia nie ma, więc to akurat żadna strata. Dostałam skierowanie na zabiegi w kriokomorze, chyba tylko po to, żeby jednoczyć się termicznie z ukochanym. Jestem zła jak organizacja ruchu w tej cudownej metropolii.
– Czemu?
– Łódź przoduje w rankingach najbardziej zakorkowanych miast Europy. Nie wiedziałaś?
– Jezu… O ciebie pytam, nie o miasto.
– A… Myślałam, że będzie już całkiem spoko i uda mi się namówić cię na wymianę minionka na moją skromną osobę w podróży.
– Kogo?
– Eksa. Należy do przeszłości, do tego, co minęło, więc minionek fonetycznie pasuje. Prowadzić Bydlaka dałabym radę, do przedszkola po Nelę też spokojnie doczłapię, ale na górski szlak nie mam co się pchać. A już się, cholera, spakowałam.
– Jesteś największym świrem, jakiego znam – podsumowała Lilianna i bez ostrzeżenia uściskała przyjaciółkę.
– No weź już, daj spokój. – Kinga się opędzała, udając niezadowolenie. – Jeśli koniecznie musisz, to gnaj ku tajemnicy dziadka, tylko proszę cię o jedno.
– No?
– Zastanów się dwa razy, zanim dasz się Kondziowi przelecieć.
Lilkę momentalnie trafił szlag. Przez głowę przemknęła jej sielska wizja, w której wywala Śliwę za drzwi dokładnie tak samo, jak zrobiła to z weterynarzem. Zdołała się jednak opanować i oświad-czyła w miarę grzecznie, choć w zwolnionym tempie i z przesadną dbałością o artykulację:
– Teraz wyjdę, a ty już nic więcej nie powiesz. Ani jednego słowa w tym temacie. Dbaj o Nelę, nie ciągaj jej po świątecznych wyprzedażach, bo znowu dostaniesz migreny, kontroluj flugi i zastanów się, jak rozwiązać kwestię pana Władzia i Jureczka. Podpadłaś im i uwierz: nie chcesz podpaść także mnie!


II
Mężczyzna zamknął zeszyt i schował go razem z resztką ołówka. Uklęknął i złożył ręce do pacierza. Piekło go w gardle i w oczach, ściskało w żołądku i w piersi. Trząsł się cały, choć płomienie dawały przyjemne ciepło i suszyły przemoczone śniegiem spodnie i buty. Słowa modlitwy nie przychodziły. W głowie czuł pustkę, jakby niespodziewanie odarto go z ojczystej mowy. Pragnął ulgi, oczyszczenia, lecz tym razem łzy nie chciały płynąć. Czy dotarł już do granicy, za którą nawet one go opuściły? Nie myślał o tym, że to niemęskie, niegodne twardego, dumnego Polaka, który nie zgina karku przed germańskim jarzmem. Miał to gdzieś. Nie przed armią Hitlera padał teraz na twarz. Pokonywały go bezradność i lęk przed samotnością. Pochylił głowę do klepiska i zamknął twarz w dłoniach. Zwinął się w ciasny kokon i cicho jęczał, wstrząsany suchym szlochem.

Postać na legowisku się poruszyła. Chustka zsunęła jej się nieco i ukazała splątane, długo niemyte płowe warkocze. Powieki podniosły się wolno, z trudem, jakby coś je od dawna sklejało i przez to odwykły od ruchu. Siwe oczy przez chwilę oswajały się z półmrokiem. Wreszcie skupiły wzrok na skulonym człowieku i posmutniały.
Dziewczyna poczuła dziwny zimny ciężar na piersi, inny niż ten, który towarzyszył jej od wielu dni, odbierał przytomność i dławił oddech. Jakby ktoś wsunął jej pod koszulę chropowaty odłamek przemarzniętego piaskowca. Naraz objęły ją we władanie żal, poczucie winy, współczucie i ogromna wdzięczność, a jednocześnie paraliżujący strach o to, co będzie dalej. Było tego tak dużo, że zakręciło jej się w głowie, choć przecież nawet na chwilę nie oderwała skroni od koca.

Rwały ją wszystkie kości i stawy. Zdawało jej się, że wpadła do gigantycznego młynka, który przemielił ją jak ziarna kawy. Ćmiła ją głowa i coś zgniatało przełyk oraz tchawicę. Ból jest dowodem istnienia, pomyślała. Powinnam się cieszyć. Ciągle żyję.

Ssało ją w żołądku, jednak nie miała siły się odezwać. Ogromne zmęczenie splotło się z nagłym skrępowaniem. Uważała, że nie ma prawa przerywać mężczyźnie tej chwili słabości i smutku. Po kilku minutach jej zapas energii się wyczerpał, powieki opadły i ponownie pogrążyła się we śnie.


III
Tymczasem Kinga, gdy tylko skończyła rozmowę i wyłączyła komputer, poczuła nieokiełznaną wściekłość na narzeczonego o to roczne rozstanie. W takich chwilach zwykle bezradność zmieniała się u niej w gniew, kazała wyrzucać na zewnątrz serie okraszonych mięsem wyzwisk i wyciskała jej z oczu łzy.

Na szczęście Nela instynktownie wiedziała, jak ustawiać ciotkę do pionu. Zajmowała czas, absorbowała uwagę i przywracała myślom znamiona umiaru i rozsądku. Śliwa doskonale zdawała sobie sprawę, że bez przyjaciółki i jej równie uroczej, co pyskatej córeczki ciężko byłoby przetrwać tę zimę. Dlatego wciąż pomieszkiwała u nich, szczególnie że miejsca nie brakowało. Doskonale pracowało jej się w domu przy Małachowskiego, a jednocześnie mogła pomóc Lilce w opiece nad dzieckiem.

No właśnie, dzieckiem… Dziewczynka obejrzała dwa odcinki Clifforda oraz jeden Maszy i Niedźwiedzia, po czym uznała, że jest okropnie głodna. Zajrzała do kuchni, wspięła się na stołeczek i dostrzegła na bufecie miskę z owocami. Nie poczuła się zachęcona. Po głowie chodziły jej raczej „kółki z gararetkiem”, zatem wbiegła po schodach, by wybadać, co się dzieje na piętrze, i skusić ciotkę na łasuchowanie. Tuż za nią niczym cień powędrował Eastwood, bo nie widział sensu, by zostawać na parterze, skoro jego ulubienica pognała na górę.
Przez chwilę oboje zgodnie nasłuchiwali dźwięków dobiegających zza uchylonych drzwi. Wreszcie znudzony żbik usiadł na środku korytarza i przystąpił do wylizywania sobie futra. Dziewczynka rzuciła mu pełne czułości spojrzenie i wsunęła się jak duch do pokoju. Podreptała cichutko, wypróbowanym sposobem wlazła na tapczan, a z niego Kindze na kolana i objęła krótkimi ramionami jej szyję.

– Ciocia, nie mówi się „Arktyka zje bana”, tylko „zje banana” – oznajmiła mentorskim tonem. – Jak ona je, to może też chcesz? Przyniosę ci, co? – spytała i zeskoczyła na podłogę. – Obiernę i się podzielimy na pół. Tylko trzeba oderwać koniuszek, bo w nim mieszkają robale.
– W bananach nie ma żadnych robali, pająków ani innych paskudztw. To bujda – oświadczyła z przekonaniem Śliwa. Wydmuchała głośno nos, otarła z oczu łzy i natychmiast przestawiła uwagę z narzeczonego na dziecko. – Wystarczy myć przed jedzeniem ręce i owoce. Wyszorowałaś łapki?
– Trochę… – mruknęła dziewczynka niepewnym głosem.
– To chodź, umyjemy całkiem – zaproponowała ciotka i szerokim gestem zaprosiła Nelę do wyjścia.
Eastwood prychnął z niechęcią i uciekł przed Śliwą w najdalszy kąt korytarza.
– Albo kółki z gararetkiem. To lepsze od banana. Ciocia… Zjemy razem kółki? – negocjowała pięciolatka, gdy po umyciu rąk wmaszerowały do kuchni. Uznała, że Kinga już się pozbierała i można podjąć próbę ugrania czegoś dla siebie. – Potem ci pokażę, jak się robi „ziut”. Mogę cię nawet nauczyć, tylko załóż te śliskie getry do gimnastyki.
– Kółki są najlepsze ze wszystkiego – zgodziła się ciotka i otworzyła szafkę, która skrywała delicje. – „Ziut” brzmi intrygująco, więc chyba też się skuszę.

Nie przestała myśleć o Adamie, chociaż chwilowy przypływ żalu odrobinę w niej zmalał. On jest szczęśliwy, a ona nie powinna mu tego psuć. Przecież niedługo wróci i będzie znowu jej. Czeka ich całe życie razem i ten rok zwłoki niczego nie zmieni, jeśli zachowają rozsądek i wzajemny szacunek dla siebie.

To wielka sztuka pozwolić komuś najbliższemu swobodnie iść swoją drogą, zwłaszcza gdy jest to szlak zupełnie nam obcy i wiadomo, że nie podejmiemy wspólnej wędrówki. Towarzyszyć z boku w radości, że ktoś kochany się spełnia, to połowiczna radość, świadomość, że on mnóstwo zyskuje, lecz my odrobinę tracimy. Ciężko pogodzić się z utratą pozycji czyjejś jedynej fascynacji i pasji, bo nie jest łatwo nauczyć się dzielić kimś, kogo chciałoby się mieć na wyłączność. Jednak bez tego marne są szanse, że on doceni tę miłość, bo nie będzie szczęśliwym człowiekiem.

Źródło: Wydawnictwo Szara Godzina


Tytuł: Na tej samej ziemi
Autor: Katarzyna Kielecka
Cykl: Lilka i Śliwa (tom 2)
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 30-09-2020
Ilość stron: 376
Oprawa: miękka
Cena okładowa: 39,90 zł


Dodaj komentarz


Czytaj także

Na tej samej ziemi, Katarzyna Kielecka, zaczytanyksiazkoholik.pl

„Na tej samej ziemi”, Katarzyna Kielecka

Opowieść, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a tęsknota z nadzieją. Historia o trudzie radzenia sobie ze stratą najbliższych i o niezwykłej sile miłości, która przywraca wiarę w sens życia. Na tej samej ziemi obfituje w okazje do wzruszeń, refleksji oraz śmiechu.


Krzyż Ameryki

„Krzyż Ameryki. Dziennik z pieszej drogi przez kontynent” – Lubię to!

Krzyż jest dla chrześcijan symbolem spotkania dwóch rzeczywistości. Książka przedstawia nam pieszą pielgrzymkę trwającą 190 dni przez Amerykę Północną.